Co robi kot, gdy jest sam w domu? Sprawdziliśmy i zdajemy relację!


Co się okazało po zamontowaniu w domu kamerek?

Każdy kociarz ma bzika na punkcie swojego futrzaka. Nawet jeśli temu zaprzecza. Mój bzik przerodził się w kompletne wariactwo, dlatego postanowiłam zamontować w domu kamerki, by podglądać, co robi kot, gdy jest sam w domu. Dziś dzielę się swoimi spostrzeżeniami. Oto subiektywna recenzja – tydzień z życia kociary: czy warto montować w domu kamerki?

Dla kogo kamerki?

Komu przydadzą się kamerki w domu? Jakie są ich zalety? Przede wszystkim – zyskujesz spokój. Z dowolnego miejsca na świecie jesteś w stanie sprawdzić, jak ma się twój futrzak: co robi i… czy właśnie nie drapie twojej kanapy (choć na to ostatnie masz z daleka niewielki wpływ). To także fajne rozwiązanie, gdy wyjeżdżasz na weekend lub na dłuższy urlop, a twój kot zostaje pod czyjąś opieką – kiedy jest sam, możesz sprawdzić, co porabia. Kamerki mogą być pomocne również wówczas, gdy masz problemy behawioralne ze swoim futrzakiem – możesz podglądać jego zachowanie i robić zdjęcia, co może przydać się potem behawioryście. A o zdjęciach, działaniu kamerek i ich funkcjach mówiąc…

Jak to działa?

Kamerki, czyli de facto kamery IP z monitoringiem video, możesz kupić w sklepie stacjonarnym lub zamówić przez internet. Do wyboru masz masę urządzeń, z różnorodnymi funkcjami. Ceny wahają się – w zależności od rodzaju – od stu do nawet tysiąca złotych za jedno urządzenie. Wybrałam tańsze, ale z opcją zdalnego robienia zdjęć, podczerwienią (w końcu to, co dzieje się w nocy także jest ważne) i funkcją głosową (tak, możesz przemawiać do swojego kota, jeśli bardzo chcesz), za to od razu dwie sztuki: do pokoju dziennego i sypialni. Montaż w praktyce oznacza podłączenie sprzętu do sieci WiFi i zamontowanie aplikacji w telefonie (i/lub laptopie), dzięki której wybierasz kamerkę, z której chcesz mieć podgląd na dane pomieszczenie (jeśli decydujesz się na więcej niż jedną). Warto zainwestować w opcję 360 stopni: możesz nią wtedy zdalnie swobodnie obracać i omiatasz „okiem Saurona” większą przestrzeń. W porządku – teraz testujemy: co robi kot, gdy jest sam w domu? Oto tydzień z życia kota i… kociary.

Co robi kot, gdy jest sam w domu? Relacja dzień po dniu

Dzień 1

Pierwszego dnia, po wyjściu z domu otwieram aplikację w telefonie średnio co… kwadrans. Tak, tego dnia z pewnością nie byłam zbyt efektywna w pracy, co odczułam wieczorem, nadrabiając zaległości. Jestem bardzo ciekawa, co robi kot, gdy jest sam w domu. Na tapetę biorę szczególnie zachowanie kota bezpośrednio po moim wyjściu i przed moim powrotem. Mamy taki rytuał, w którym codziennie, kiedy wychodzę rano, on odprowadza mnie drzwi, a ja głaszczę go na pożegnanie. Kiedy wracam do domu, czeka na mnie pod drzwiami i głośno miauczy. Od kiedy wypracowaliśmy sobie takie zachowania (czyli od jakichś 3 lat) codziennie miałam wyrzuty sumienia, że mój kochany futrzak cały dniami leży pod drzwiami i tęskni za mną. Pierwszy dzień wyprowadził mnie z błędu. Ok, kot rzeczywiście leży pod drzwiami… Przez 5 min od momentu, gdy wyszłam z domu. Następnie pakuje się prosto do kuchni, gdzie zjada swoje (kolejne 😉 ) śniadanie, i ląduje w ulubionym miejscu pod łóżkiem. Zostaje tam do czasu, gdy… nie usłyszy odgłosu domofonu po wpisaniu kodu. Powoli się przeciąga i sadowi się dokładnie pod drzwiami, robiąc wrażenie, jakby czekał tam cały koci dzień. Moje wyrzuty sumienia pryskają. Podobnie jak poczucie, że jestem całym światem dla swojego pupila 😉

Dzień 2

Kolejne zaskoczenie: mój kot to największy leń na świecie. Zabawki, które pieczołowicie rozkładam w domu przez wyjściem, aby miał zajęcie, leżą nietknięte. 9 godzin mojej nieobecności = 9 godzin spania. Ok, zdarzają się dwukrotne przerwy w tej krótkiej drzemce: na przejście do kuchni i uzupełnienie kalorii spalonych przez sen. Jasne, widziałam to zachowanie także wczoraj, ale uznałam, że… to był po prostu taki senny dzień. Niestety, okazuje się, że nie. Mój kot jest leniwy. Czas ogłosić to całemu światu.

Dzień 3

Dziś odkrywam zbawienny wpływ kamerki na moje życie towarzyskie. Impreza na mieście. Właśnie mija kolejna godzina, na dworze od dawna ciemno, a kot sam od rana. Zostać na mieście czy wrócić? Spoglądam w kamerkę, na szczęście podczerwień działa bez zarzutu. Zostaję, bo zauważam, że… kot śpi. Czyli nie tęskni. Wyrzuty sumienia nieco mniejsze. Widzę, że budzi się dopiero, gdy wracam. Uff.

Dzień 4

Kot wciąż jest leniwy (9 godzin spania to norma). Tego dnia postanawiam, że od dziś dokładamy jedną, dodatkową sekwencję zabaw łowieckich co wieczór. Przyda mu się trochę ruchu, skoro w ciągu dnia jedyną aktywnością jest przekładanie się z boku na bok. Próbuję do niego mówić – niestety najwyraźniej kamerka na tyle zniekształca mój głos, że raczej czuje się zdezorientowany niż zaciekawiony. Odpuszczam i tej opcji nie polecam. Przydaje się chyba jedynie, gdy chcesz odstraszyć kota, bo właśnie wspina się po zasłonie.

Dzień 5

ON WIE. Naprawdę, wie. Od dwóch dni przechodząc obok kamerek patrzy dokładnie na nie. Ok, może dlatego, że „oko” kamerki porusza się, gdy nim steruję. Ale dziś postanowił zostać modelem. Zdjęcie, które widzicie, zostało zrobione właśnie z oka kamery. Raczej nie rozumie, do czego kamera służy. Ale na pewno rozumie, że coś jest na rzeczy. Przesunął też kamerkę stojącą na parapecie tak, że druga połowa dnia upływa mi bez widoku na mojego sierściucha, który smacznie śpi wtedy pod łóżkiem. Mówię wam! On wie. Tego wieczora przestawiam kamerkę na podłogę, z tego poziomu lepiej widać dywan i strefę, gdzie kot przesypia całe dnie.

co robi kot, gdy jest sam w domu

Dzień 6

Nadal twierdzę, że on wie. Od dwóch dni o wiele rzadziej widuję go w ciągu dnia – swoje ulubione miejsce do spania pod łóżkiem nagle postanowił „przenieść” znacznie głębiej, tam gdzie nie sięga wzrok kamerki. Jak nigdy przedtem – zmienił miejsce. To dzień, w którym postanawiam kupić kolejne urządzenie i wstawić pod łóżko.

Dzień 7

Powoli normuje się częstotliwość korzystania z nowego sprzętu. Używam go już tylko kilka razy dziennie 😉 Podsumowuję tydzień. Dokonałam paru odkryć (choćby to, że kot radzi sobie beze mnie lepiej, niż sądziłam), dzięki kamerkom wprowadziłam jeszcze więcej ruchu do kociego kalendarza, bo poznałam dokładnie jego tryb życia. Jestem też spokojniejsza, gdy nie ma mnie w domu dłużej. Minusy? Czasem apka się wiesza, dlatego niekiedy trzeba wykazać się cierpliwością – zamknąć, otworzyć ponownie. Uzależnienie. Po kilku dniach korzystania z tego magicznego sprzętu, nie wyobrażam już sobie bez niego życia. Druga kwestia to pieniądze. Dwie kamerki nie łapią każdego kąta w domu, w tym miejsc pod łóżkiem,  w których teraz uparcie zaczął spać mój kot w pogoni za prywatnością. Dlatego zaczynam myśleć o dokupieniu kolejnych dwóch… Albo od razu trzech… Cóż.

Podglądanie kota może uzależniać. A jednak – zdecydowanie polecam każdemu! Dzięki nim już wiem, co robi kot, gdy jest sam w domu. A wy? Myśleliście już o zakupie takiego sprzętu? A może macie już swoje doświadczenia? Podzielcie się w komentarzach!

Autor: Marta Martyniak