Czarne koty przynoszą szczęście! Mamy na to świeży dowód


Gdyby nie mądry czarny kot Piran, jego zaginionej właścicielki pewnie nikt by nie odnalazł i pomoc dla starszej pani nie nadeszłaby w porę.

Czarne koty przynoszą szczęście? Wiele osób do dziś wierzy w zabobon, że przynosi on raczej pecha! Jak bardzo ten przesąd jest krzywdzący dla mruczków o takim umaszczeniu, dowodzi niedawne zdarzenie w Bodmin w Kornwalii. Pewnego dnia zaginęła tam starsza kobieta, właścicielka kocura Pirana, z którym była bardzo zżyta. Starsza pani przepadła jak kamień w wodę, ale został jej kot. Piran był bardzo niespokojny i rozpaczliwie miauczał, lecz początkowo wszyscy odbierali to jako wyraz tęsknoty za opiekunką.

Ani śladu starszej pani

Do poszukiwań 83-latki zaangażowano służby ratownicze, szukali jej oczywiście także sąsiedzi i rodzina. Wszyscy przeczesywali okolicę, co nie było łatwe, bo rozciągają się tam spore pola uprawne. W końcu uczestnikom akcji zaczęło brakować pomysłów, gdzie jeszcze można by prowadzić poszukiwania. Może kobieta opuściła miejsce zamieszkania i nie ma jej w pobliżu? Ze względu na jej podeszły wiek taki scenariusz wydawał się jednak mało realny. O wiele bardziej prawdopodobne było to, że stało się coś złego.

O co chodzi temu kotu?

Wreszcie, gdy prowadzący poszukiwania ludzie zaczęli już popadać w rezygnację, uwagę jednej z tych osób zwróciło zachowanie Pirana. Kot uporczywie miauczał, a na dodatek wciąż trzymał się jednego miejsca – wejścia na rozległe pole kukurydzy. Sąsiadka zaginionej, Tamara Longmuir, która to zauważyła, postanowiła skrupulatnie przeszukać pole porośnięte dwumetrową kukurydzą. Szła i wołała sąsiadkę, starając się przekrzyczeć ryczące na farmie krowy. I nagle, wśród odgłosów zwierząt, usłyszała cichy kobiecy głos…

Czarne koty przynoszą szczęście! Gdyby nie Piran, doszłoby do tragedii

Co się wydarzyło? Okazało się, że właścicielka Pirana rzeczywiście uległa nieszczęśliwemu wypadkowi. Osunęła się do wąwozu głębokiego na ponad 20 metrów i wylądowała w przepływającym tamtędy strumieniu. Nie miała żadnych szans, by samodzielnie się wydostać z tej pułapki. Gdy Tamara z pomocą kota w końcu ją znalazła, starsza pani była już bardzo osłabiona i wyziębiona, ledwie miała siły wydobyć z siebie głos. I wcale nie od razu dało się jej pomóc, bo dostęp do tego miejsca był bardzo trudny nawet dla ratowników – ewakuacja trwała parę godzin. Potem kobietę z niegroźnymi – na szczęście – obrażeniami helikopter zabrał do szpitala, a wdzięczni sąsiedzi zaopiekowali się Piranem.

Koty często ratują życie opiekunom

Nie tylko osiemdziesięciolatka z Kornwalii zawdzięcza życie swojemu kotu. Inne mruczki też ratują właścicieli z opresji. Niektóre nawet po kilka razy, jak choćby czarny Walter, który wyczuwa spadki glukozy u swojej właścicielki chorującej na cukrzycę. Gdy zaczyna ona z tego powodu przysypiać, mruczek uparcie ją budzi, by coś zjadła. Z kolei kocur Lyosha uchronił swoją opiekunkę przed śmiercią w płomieniach – obudził ją, gdy w domu wybuchł pożar. Natomiast kot syjamski o imieniu Gatubela uratował roczne dziecko przed groźnym upadkiem ze schodów, zagradzając mu drogę. To zaledwie kilka takich historii, a jest ich co niemiara. Koty potrafią zadbać o nas, jeśli tylko my zechcemy zadbać o nie!

Zapisz się do newslettera Koty.pl i otrzymuj ciekawe treści przed innymi!

źródło: https://news.sky.com

Autor: Dorota Jastrzębowska
Array
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments