Freja – kotka wmurowana pianką montażową w elewację


Pan Włodzimierz mieszka w Łodzi. Od lat pomaga okolicznym kotom - zna każdego, którego dokarmia. Zaniepokoił go brak jednej 9 letniej kotki. Chodził i szukał. Jego uwagę zwrócił świeżo zalepiony pianką montażową otwór wentylacyjny w jednym z bloków.

Pan Włodzimierz próbował wydłubać piankę z otworów, lecz z uwagi na trudny dostęp nie mógł dostrzec, czy jest tam uwięziony kot.
Przychodząc dokarmiać koty, usłyszał miauczenie – myślał, że dochodzi z komórek w piwnicy – najpierw sam, później razem z wolontariuszami łódzkiego oddziału Fundacji For Animals poszukiwano kota. Sprawdzono część komórek – kota brak. Wrócono do podejrzanego otworu wentylacyjnego. Jest! Ale zwierzę nie reagowało na światło, głosy, próby wabienia jedzeniem, nie poruszało się. Za późno? Trudno było się pogodzić panu Włodkowi z sytuacją, karmił kotkę od lat. Wieczorem wrócił i jakież jego było jego zdumienie, gdy usłyszał ciche miauczenie. Kotka żyła.
Kolejny raz telefon do fundacji. Przyjechali i wspólnie próbowano wywabić kotkę z otworu. Bezskutecznie.
Jedynym ratunkiem była Straż Pożarna – przyjęto zgłoszenie i strażacy pojawili się bardzo szybko.
Podjęto decyzję prucia elewacji. Delikatnie nożem w miejscu usytuowania kotki strażak rozcinał otwór. Oczekiwano, że wyskoczy szczęśliwa na ziemię, lecz ona wciąż tkwiła jak wmurowana w ścianie. Strażak centymetr po centymetrze bardzo ostrożnie powiększał otwór.
Widok był przerażający – odchody wymieszane ze styropianem i pianką sprawiały wrażenie bardzo wielkich urazów. I ten zapach. Potworny fetor odchodów, ropy i martwicy.
Wreszcie z trudem udało się wydobyć zwierzę. Do kontenerka wsunęła się kotka, która zamiast tylnych łap miała jeden wielki kokon z pianki – cały tył był uwięziony. Została dosłownie wmurowana w elewację. Zdarte do krwi pazury świadczyły o tym, że walczyła.
Pani z fundacji wraz z panem Włodkiem niezwłocznie zabrała kotkę do najbliższej lecznicy.
W klinice pomalutku pani weterynarz zaczęła odcinać piankę. Jej spokój i opanowanie bardzo pomogły.
Kotce potrzebna była całodobowa opieka medyczna i fachowa opieka.
„Zadzwoniłam do kliniki „Oaza”, która ma szpital i cieszy się bardzo dobrą opinią – przedstawiłam sprawę i kazali natychmiast przyjeżdżać” – opowiada wolontariuszka.
Na miejscu rozpoczęto dalsze ściąganie pianki, mycie, opatrywanie ran. Kotka wreszcie mogła poruszać tylnymi łapami.
Była bardzo odwodniona – ok. 9 dni bez ruchu, bez jedzenia, w zimnie – skóra pękała w trakcie oczyszczania, bardzo niska temperatura ciała.
Koteczka po zabiegach oczyszczających dostała ciepłą kroplówkę, rany zabezpieczono lekami i umieszczono ją w inkubatorze. Dostała odpowiednie witaminy i minerały. I imię – Freja.

Kotka przebywa w klinice pod bardzo dobrą opieką. Miała pobraną krew, by sprawdzić parametry nerkowe i wątrobowe. Nie jadła i nie piła kilka dni – nie wygląda to dobrze. Ważne jest, że temperatura ciała się podniosła. Dużo leży – odpoczywa, ale też próbuje się poruszać, szczególnie przy sprzątaniu klatki – to dzikuska.
Na pewno jest obolała, liczne rany, odparzenia, martwica i ogólne wycieńczenie organizmu.
Co dalej – czas pokaże.

Fundacja For Animals zwraca się z ogromną prośbą o wsparcie na pomoc koteczce:

nr konta FFA O ŁÓDŹ 71 1020 2313 0000 3802 0442 4040 – kotka Freja
Paypal Fundacji For Animals odział Łódź – na dole strony
http://www.foranimals-lodz.pl/jak-pomoc/
źródło: Facebook