Kot na Facebooku – co twój mruczek pisałby w mediach społecznościowych?

Wyobrażasz sobie kota ze swoim własnym profilem na Facebooku?

Nie, nie mówimy o fanpage’u twojego pupila (w dzisiejszych czasach to chyba całkiem normalna sprawa). Chodzi nam o prawdziwe konto i sytuacje, w których to twój mruczek postuje i ustawia sobie zdjęcia profilowe. Kot na Facebooku – oto nasz subiektywny przegląd możliwych scenariuszy.

Kot na Facebooku – hasło dostępu

Zacznijmy od kwestii podstawowych: wybór hasła, by móc się zalogować. Banalne? Nie dla kota, choć w jego przypadku istnieje tylko jeden słuszny kierunek. Dopuszczalne kombinacje mogłyby obejmować następujące przykłady:

  • Jestem_piekny_i_uroczy
  • Patrz_tylko_na_mnie
  • Czyz_nie_jestem_sliczny
  • Ja_i_moj_puchaty_ogonek
  • Jestem_wspanialy_a_na_pewno_najpiekniejszy

Kocia wiara w samego siebie, swoją urodę, talent (wybierz jakikolwiek talent – twój kot na pewno go ma 😉 ) i spryt jest niezachwiana. Może warto czasem brać z niego przykład?

Utwórz post, czyli kocie wpisy o życiu

Po zalogowaniu następuje najważniejsze – kocie wpisy. Co więcej, każdy dzień to kolejna fala goryczy z nutką nadziei, że mruczkowy świat kiedyś stanie się lepszy…

  • „Powoli zaczynam wierzyć, że wszystko sprzysięga się przeciwko mnie. Nie dość, że nikt, ale to absolutnie nikt nie chce napełnić mi miski (jakby dwie kolacje to był jakiś rekord, czy coś…), to w dodatku złoszczą się, że zrzuciłem wazon i delikatnie (powtarzam: delikatnie!) naruszyłem zasłony. Mucha sama się przecież nie złapie. Nikt, absolutnie nikt mnie już nie rozumie!” (Aktywność: Puszek nie zgadza się z… całym światem).
  • „Dziś świeci zbyt mało słońca, przez co zmuszony byłem udać się na kanapę, zamiast leżeć na parapecie! Czy ten dzień może być jeszcze gorszy?” (Aktywność: Puszek jest w nastroju: smutny).
  • „Pies, z którym dzielę moje mieszkanie ostatecznie zwariował. Nie dość, że jest regularnie wypuszczany na zewnątrz (komu normalnemu chciałoby się ruszać z kanapy?), to jeszcze ciągle wraca podejrzanie uradowany. Dziś przesadził, przerywając mi drzemkę, i biegając z kijem przyniesionym ze spaceru, więc skoczyłem mu na głowę. Rozpętała się afera. Nikt nie rozumie, że muszę jakoś ratować moją nędzną egzystencję. Wkrótce oszaleję!” (Aktywność: Puszek jest w drodze do… Kocie Tworki).

Kot na Facebooku – marketplace

Czyli miejsce, gdzie można sprzedać, kupić lub oddać coś za darmo. Oto subiektywny ranking możliwych TOP 3 kocich rzeczy do sprzedania…

  • „Sprzedam drapak – nieużywany. Ewentualnie wymienię na dobrą, skórzaną sofę (w końcu i jedno, i drugie służy do tego samego! 😉 ).”
  • „Oddam w dobre ręce transporter – uwaga! Zabierasz na własną odpowiedzialność, ta rzecz posiada zdolności magiczne. Wchodząc tam, zwykle parę minut później lądujesz u weterynarza!”
  • „Sprzedam swoje posłania. Wszystkie. Dla dociekliwych: i tak leżę, tam gdzie chcę, a gdzie zazwyczaj nie powinienem.”

…a także kocich TOP 3 zakupów:

  • „Kupię chrupy w każdej ilości albo wymienię za mieszkającego ze mną psa!”
  • „Tanio odkupię człowieka-sługę. Jeden mi nie wystarcza, w dodatku ostatnio szwankuje – nie zawsze chce mu się ustąpić mi miejsca na kanapie!”
  • „Chętnie zakupię cokolwiek, co zapakowane jest w karton w rozmiarach minimum 2x2m. Ok… W zasadzie może być samo pudło!”

Udział w eventach

Nie będziemy się rozpisywać. Kot na Facebooku raczej nie byłby zainteresowany żadnymi wydarzeniami (nie mówiąc już o statusie: „Wezmę udział”). Powód jest prosty: mruczek jest zbyt zajęty samym sobą. 😉

Czas używania aplikacji

Skoro wiemy już, w jaki sposób koty używałyby Facebooka, zastanówmy się, kiedy najczęściej korzystałyby z jego funkcji. Jakieś pomysły? My obstawiamy środek nocy oraz czas pomiędzy 4 a 6 rano. Jak sądzisz, ile rozpaczliwych wiadomości o treści: „Wstawaj, czas mnie nakarmić!” , „Nudzi mi się!”, „Nie czas na spanie, gdy noc taka piękna!” dostałbyś w tym czasie?

Czy sądzicie, że wasze koty zachowywałyby się podobnie, gdyby mogły mieć konto na Facebooku? A może macie pomysły na ich zdjęcia profilowe? Pokażcie w komentarzach!

Autor: Marta Martyniak