Kot pod tramwajem. Mógł go przejechać, wolał uratować


Czasem wystarczy jeden mały kot, by przeorganizować ruch w dużym mieście. Kot pod tramwajem. Przekonano się o tym w Łodzi.

Łódź, centrum miasta, godziny szczytu. Wszędzie widać przedświąteczny pospiech. Nagle ruch kołowy zamiera, tramwaje przestają jeździć. Korki. Nie, to nie wypadek drogowy, awaria energetyczna ani koniec świata. Przyczyna ma cztery łapy i mruczy. Historię o tym, jak mały kot pod tramwajem zatrzymał ruch w całym mieście, podały TVN24 i Express Ilustrowany.

To było na al. Politechniki, na przystanku tramwajowym niedaleko ronda Lotników Lwowskich. Jeden z pasażerów MPK wszczął alarm. Zobaczył, jak pod wagon stojącego tramwaju linii 15 wbiegł kot. Powiadomił motorniczego piętnastki. Próbowano wyciągnąć nieszczęsne zwierzę. Bezskutecznie. Kot się zaparł, a jak kot się uprze, nie ma mocnych. Pod niskopodłogowy tramwaj człowiek nie wejdzie, potrzebny podnośnik albo demontaż podwozia wagonu. Zdenerwowanie rośnie. Pasażerowie pomstują. Kierowcy trąbią. Ruch w mieście sparaliżowany.

Kot pod tramwajem – co robić?

Motorniczy wyjścia ma dwa: wezwać pomoc techniczną i poczekać na wyciągnięcie kota spod tramwaju lub – zapomnieć o zwierzęciu i jechać dalej. Dla kota to śmierć. Wybrał wyjście jedynie słuszne. Nie chciał przejechać kociaka, wezwał pomoc. Ludzie denerwują się coraz bardziej. Kot miauczy. Niektórzy rozumieją – zwierzaka nie można uśmiercać tylko dlatego, że czekają świąteczne zakupy i obiad.

Pan Motorniczy i Pan Mechanik

Wreszcie przyjeżdża auto ekipy technicznej i dźwig. Z tego ostatniego nie skorzystano. Wystarczył demontaż części podwozia niskopodłogowego M8C przez mechanika, pana Mirosława (specjalnie wymieniamy jego imię, dobrych ludzi trzeba doceniać). Kot uratowany.

kot spod tramwaju
Michałek/fot. screen Łódzkie Schronisko dla Zwierząt

Cała akcja wydobywania mruczka i utrudnień w ruchu trwała 80 minut. Szczęściarz został zabrany prze Animal Patrol Straży Miejskiej i czeka na adopcję w Łódzkim Schronisku dla Zwierząt przy ul. Marmurowej 4. Ma już nowe imię – Michałek. Na cześć motorniczego tramwaju.

Nie tylko Michałek

O kocie spod tramwaju jest głośno, ale to nie jest jedyny mruczek, jakiego uratował w ostatnich dniach pracownik łódzkiego MPK. Inny pracownik i inny kot. Kot ma na imię Ciastek, jest chudziutki, ale w pełni domowy. Biegał po ulicy, aż zobaczył go Pan Motorniczy Łukasz, złapał, wsadził do kabiny i spokojnie dokończył swoją zmianę. Potem Ciastek trafił pod opiekę łódzkiego Kotyliona. Jeśli nie znajdzie się jego poprzedni opiekun, też będzie szukał nowego domu.

kot z tramwaju
fot. kotylion.pl

Jaka stąd nauka? Bądźmy dobrzy dla zwierząt. To się opłaca. Najlepsza kampania reklamowa nie zapewniłaby takiego wizerunku w takim krótkim czasie. A koszt? Nie wszystko da się przeliczyć na pieniądze.

Autor: Joanna Nowakowska