Kot strollował opiekunkę. Zrobił to po mistrzowsku!

Życie z kotem jest bez wątpienia ciekawe, ale bywa też nieprzewidywalne. Mruczące czworonogi, choć w opinii ogółu uchodzą za spokojne i pełne godności, w rzeczywistości miewają różne zabawne pomysły. A także zadziwiającą umiejętność materializowania się w najmniej odpowiednich miejscach o najmniej odpowiednim czasie. Tak, jak Mitsey – prawdziwy kot-troll!

Jak kot-troll skompromitował właścicielkę

Sophie Robinson chciała sprzedać sukienkę za pośrednictwem portalu aukcyjnego ebay. Stworzyła aukcję, zamieściła opis przedmiotu i zdjęcia – na pierwszy rzut oka wydawało się, że wszystko jest w porządku. No, może poza drobnym szczegółem – Sophie zaznaczyła, że sukienka jest przechowywana w domu „wolnym od dymu tytoniowego i zwierząt”, jednocześnie będąc właścicielką dwóch kotów. Zamieściła ofertę sprzedaży, nie spodziewając się, co właściwie zrobiła…

Szybko jednak okazało się, że kłamstwo ma nie tylko krótkie nogi, ale do tego… pokryte czarnym futrem. Kilka dni po uruchomieniu aukcji, Sophie zorientowała się, że na jednym ze zdjęć sukienki widnieje… kocia łapka. I to całkiem nieźle widoczna na tle niebieskiego materiału.

Winną dekonspiracji kobiety okazała się Mitsey – kotka, którą Sophie określa mianem „małej ninja, która wiecznie coś knuje”. Chwila nieuwagi poskutkowała internetową kompromitacją – ktokolwiek rozważa zakup niebieskiej sukienki, raczej nie uwierzy, że nie miała ona styczności z kocią sierścią…

Lekcja brzmi następująco: zanim weźmiesz się do robienia aukcji na ebay, upewnij się, że Mistey śpi – śmieje się Sophie.

Koci trolling – znacie to?

Historia sprzedaży niebieskiej sukienki zyskała rozgłos za sprawą mediów społecznościowych, ale to tak naprawdę tylko pierwszy z brzegu przykład kociego trollingu. Mruczki potrafią skutecznie zrujnować niejeden ludzki zamysł – choćby zostając mistrzem drugiego planu (albo pierwszego), gdy my próbujemy zrobić sobie selfie.

That's his last word on the matter #catselfiefail

A post shared by lucyleebuckley (@lucyleebuckley) on

Rzecz jasna nigdy nie robią tego złośliwie – w grę wchodzi ciekawość (przecież robisz coś fajnego), chęć uczestnictwa (jak to tak – zabawa bez kotka?!) lub po prostu potrzeba zwrócenia na siebie uwagi. A że dzieje się to przeważnie wtedy, gdy jesteśmy zajęci – trudno. Przecież to kot jest najważniejszy 😉

Czy w waszym domu też mieszka kot-troll? Jakie zabawne „wpadki” zawdzięczacie swoim mruczkom? Koniecznie dajcie znać w komentarzach!

Autor: Agata Kufel