Jak uniknąć konfliktów z sąsiadami o koty?


Dlaczego sąsiadowi miałby zawadzać kot? Nie atakuje ludzi, nie szczeka, zakopuje odchody… A jednak sąsiedzkie konflikty o koty to codzienność!

Koty niewychodzące rzadko są zarzewiem sąsiedzkich konfliktów, choć… czasem też do tego dochodzi. Zwłaszcza gdy ktoś ma ich więcej i nie czyści kuwet dostatecznie często. Przykry zapach może się wtedy wydostać na klatkę schodową. Szczególnie jeśli nie kastruje kocurów – a tak niestety też bywa. Zdarza się też, że sąsiedzi nie mogą znieść braku wyobraźni właściciela. Na przykład gdy ten ma kota niewychodzącego, ale nie zabezpieczył balkonu na trzecim piętrze. Są wtedy skazani na codzienne obserwowanie śmiertelnie niebezpiecznych balansów mruczka na balustradzie. I nic dziwnego, że krew ich zalewa na bezmyślność takiego „opiekuna”. Zazwyczaj jednak sąsiedzkie konflikty o koty dotyczą mruczków wychodzących. Co przeszkadza sąsiadom?

Najczęstsze sąsiedzkie konflikty o koty: kuweta z piaskownicy

Załatwianie się do piaskownicy najczęściej wywołuje sąsiedzkie konflikty o koty. Nic dziwnego: dla mruczka piaskownica jest wymarzoną kuwetą i niejeden skorzysta z takiej toalety. Trudno się dziwić, że takie zachowanie zwierzaka budzi irytację rodziców. Prawdą jest też jednak to, że akurat ten problem łatwo rozwiązać: piaskownicę można przykryć. To jednak teoria, bo w praktyce, nawet jeśli jest taka możliwość, mało komu się chce to robić…

Niezapowiedziane kocie wizyty

Koty wychodzące są często dobrze zsocjalizowane i chętne do kontaktów z obcymi ludźmi. Jeśli podchodzą do nich na dworze, często dostają uśmiech i głaski (choć kiedyś mogą trafić na kogoś, kto je skrzywdzi…). Jeśli jednak zaczynają składać niezapowiedziane wizyty sąsiadom z parteru, wchodząc do nich przez okno czy balkon – to już nie wszystkim się spodoba. Ktoś przecież może mieć alergię na koty. Albo własnego mruczka, który się poczuje zagrożony takimi odwiedzinami. Albo psa, który może przybyszowi zrobić krzywdę – a przecież nikt nie chce być świadkiem rozlewu krwi.

„Przesadzanie” roślin na balkonie

Nawet jeśli sąsiad nie wpuści kota do mieszkania, ten może się rozgościć na jego balkonie i zająć się np. roślinami w doniczkach… Jeżeli zechce je skubać, na dodatek grozi mu zatrucie. A jeśli bezceremonialnie ułoży się do snu w skrzynce pełnej mięciutkich roślinek, to… my też możemy się spodziewać niezapowiedzianej wizyty – sąsiada. I raczej nie będą to miłe odwiedziny…

Drzemki w dziecięcych wózkach

Można by dyskutować, czy dziecięce wózki powinny stać na klatce, bo przecież blokują drogę ewakuacyjną. Często jednak stoją i… stają się miejscami drzemki mruczków, które dostały się na klatkę (bo np. ktoś życzliwy je wpuścił), ale ich właściciele o tym nie wiedzą i nie otworzyli im drzwi do mieszkania. Dla kota to nic strasznego, jeśli pod łapą ma wygodną miejscówkę, w której może poczekać, aż opiekun sobie o nim przypomni. Ale jeśli zostanie na tym nakryty przez właściciela wózka, który do tego jest zdania, że koty roznoszą choroby czy duszą dzieci w łóżeczkach… No, to sytuacja będzie nie do pozazdroszczenia!

Zapachy na klatce schodowej

Nawet jeśli kot omija wózki, zapewne będzie miał inne pomysły na spędzenie czasu na klatce schodowej. Wykorzysta go na oznaczenie terenu na różnych piętrach, a na jednej z wycieraczek – z sobie tylko wiadomych powodów – może nawet zaznaczyć swoją obecność w jakiś szczególny sposób. Co gorsza, gdy już sobie takie miejsce wybierze, ta arcykłopotliwa sytuacja może się powtarzać.

Łapki na karoserii

A co, jeśli wszędobylski kot dostanie się do garażu? Albo co gorsza zechce się ogrzać na masce samochodu? Jeśli zostawi ślady łapek na szybie lub o zgrozo rysy po pazurkach na karoserii, konflikt z właścicielami auta murowany. (W czasach powszechnego monitoringu łatwo ustalić sprawcę.) A do tego ogromne zagrożenie dla życia mruczka! Ileż to kotów ginie w takich okolicznościach pod kołami lub maskami samochodów…

Nocne wrzaski

Konflikty o kocie hałasy są chlebem powszednim karmicieli kotów wolno żyjących. Ale mruczki wychodzące również potrafią narobić wrzasku, zwłaszcza gdy jakiś dziki obrońca terytorium postanowi utrzeć nosa czy naderwać ucho intruzowi. Wrzask jest próbą odstraszenia agresora, a takie utarczki zdarzają się często w nocy, więc tym bardziej stanowią kość – czy może raczej ość – niezgody.

Sąsiedzkie konflikty o koty będą nas sporo kosztować

Wiele sytuacji powodujących sąsiedzkie konflikty o koty jest niebezpiecznych dla samych mruczków. Najlepiej więc byłoby ich nie wypuszczać – to rozwiązałoby wszystkie te problemy. Puszczając pupila samopas, nigdy nie będziemy mieć kontroli nad tym, co robi ani co się mu przytrafi. Ktoś niemądry może przecież zechcieć ukarać kota, a nie nas. Nie wszyscy jednak zastosują się do tej rady. A wtedy… pozostaje łagodzić sąsiedzkie konflikty o koty, co może kosztować sporo pieniędzy i nerwów. Straty materialne trzeba pokryć, a ślady wypadków toaletowych niezwłocznie wysprzątać, skutecznie usuwając zapach kociego moczu.

Co zrobić, by sąsiedzkie konflikty o koty się nie powtarzały?

Jak przeciwdziałać kolejnym scysjom? Można poprosić sąsiadów, by nie wpuszczali kota na klatkę schodową. A jeśli to zrobią, niech nam przynajmniej o tym powiedzą. Można zebrać podpisy innych kociarzy i spróbować przegłosować uchwałę wspólnoty mieszkaniowej, by ta zakupiła plandekę na piaskownicę. Można mieć też bardziej oryginalne pomysły. Pewna pani sfinansowała założenie siatki… na balkonie sąsiadki, która skarżyła się, że kot niszczy jej rośliny. Najlepiej jednak być życzliwym dla sąsiadów. Uśmiechać się, oferować pomoc i okazywać wyrozumiałość dla ich dzieci, psów itp. W atmosferze wzajemnej życzliwości łatwiej sobie wybaczać – także wybryki naszych zwierząt.

Zapisz się do newslettera Koty.pl i otrzymuj ciekawe treści przed innymi!

Autor: Dorota Jastrzębowska
Array
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments