Studenci mordowali koty. W piekarniku, w pralce.


Coraz więcej osób reaguje na krzywdę zwierząt. Coraz częściej oprawcy stają przed sądem. A jednak nadal zdarzają się takie bestialskie zachowania, jak w przypadku dwóch studentów z Wrocławia.

Coraz więcej osób reaguje na krzywdę zwierząt. Coraz częściej oprawcy stają przed sądem. A jednak nadal zdarzają się takie bestialskie zachowania, jak w przypadku dwóch studentów z Wrocławia.

– Zabrałem go do domu. Kot nasikał w pokoju, ja się zdenerwowałem, bo wszedłem w te siki. Uderzyłem kota, a potem zaniosłem go do łazienki. Z impetem wrzuciłem do pralki i nastawiłem pranie. Najpierw wlała się woda, a potem bęben zaczął się obracać. Po około 15 sekundach wyciągnąłem kota. Oddychał płytko, ale żył, tylko dziwnie wyglądał, nie ruszał się – opowiadał.

Jego 20-letni kolega Daniel P., zeznając niezależnie, dopowiadał: – Gdy Wojtek zobaczył, co zrobił, zaczął mnie wołać. Przybiegłem do łazienki, kot był gorący, jakby go ktoś polał wrzątkiem. Wojtek płakał, siedział w kącie, potem pytał, co ma robić – mówił.

To były pierwsze wersje zeznań. Szybko się jednak okazało, że było zupełnie inaczej. Wojciech M. przyznał, że kota zabił jego kolega, a on swoimi zeznaniami chronił go, bo Daniel jest dla niego ważną osobą.

Daniel P. działał w celu wywołania u zwierząt lęku, a także zadania im bólu i cierpienia – napisał prokurator w akcie oskarżenia. 20-latkowi postawiono cztery zarzuty znęcania się nad zwierzętami, grozi mu do dwóch lat więzienia. Jego o rok starszemu koledze za utrudnianie śledztwa grozi do pięciu lat więzienia.

 

źródło: gazeta.wroclaw.pl