Szczeciński TOZ oskarżony o okaleczanie zwierząt


Przycinanie uszu kotom wolno żyjącym w celu oznaczenia, iż są wysterylizowane, to powszechna praktyka nie tylko w Polsce. Zachodniopomorska Izba Lekarsko-Weterynaryjna ma jednak podejrzenia, że przycinanie uszu przez TOZ jest niezgodne z prawem.

Przycinanie uszu kotom wolno żyjącym w celu oznaczenia, iż są wysterylizowane, to powszechna praktyka nie tylko w Polsce, ale też np. w USA. Jest to najszybszy wizualny znak, że ten kot jest już kastrowany. Inne metody typu czipowanie średnio się sprawdzają – bo kota należy powtórnie złapać, by można było odczytać czip i sprawdzić w bazie, czy kot jest kastrowany czy też nie. Koty wolno żyjące w większości to dzikuski, trudne do złapania. Na „łapkę” dają się nabrać z reguły tylko raz. Być może alternatywą byłoby kolczykowanie – pytanie, czy byłoby bezpieczniejsze dla kotów od obecnie stosowanego przycinania końca ucha.

Zachodniopomorska Izba Lekarsko-Weterynaryjna ma podejrzenia, że przycinanie uszu wysterylizowanym kotom przez TOZ jest niezgodne z prawem. Sprawą ma zająć się prokuratura.

O sprawie zrobiło się głośno po interwencji Radia Szczecin. Działaniami TOZ zainteresowała się Zachodniopomorska Izba Lekarsko-Weterynaryjna.

– Poprosiliśmy przedstawicieli TOZ o wyjaśnienia w tej sprawie – mówi prezes Zachodniopomorskiej Izby Lekarsko- Weterynaryjnej, Marek Kubica. – Przedstawiona na piśmie odpowiedź zawiera jednak pewne nieścisłości i błędy, z którymi się nie zgadzamy. Nasze dylematy powierzyliśmy prokuraturze, która na pewno odpowiednio zajmie się tą sprawą. My oczywiście będziemy się temu przyglądać, ponieważ leży nam na sercu dobro zwierząt.

Pojawiły się propozycje, aby zamiast przycinania kotom uszu, oznaczać je poprzez zaczipowanie, przypinanie kolczyków lub tatuowanie. TOZ sterylizuje wolno żyjące koty bezpłatnie od blisko 9 lat. Rocznie w lecznicy zabieg przechodzi blisko tysiąc zwierząt.

– Dzikie, wolno żyjące koty łapie się do klatek pułapek – tłumaczy Więcaszek. – Schwytanie takiego zwierzęcia jest nie lada wyzwaniem i czasem trwa nawet kilka tygodni. Musimy je jakoś po zabiegu oznaczać, tak aby z dala było widać, który kot jest już wysterylizowany, a który jeszcze nie. Czipowanie czy robienie tatuaży się tu nie sprawdza, bo aby sprawdzić czy kot ma czip lub tatuaż trzeba go złapać. A co, jeśli na jednym podwórku żyje kilka bardzo podobnych do siebie kotów? Musielibyśmy znów je łapać, często na darmo, tylko po to żeby sprawdzić czy są wysterylizowane. Dlatego lekarze w całej Polsce oznaczają wysterylizowane koty poprzez 5 milimetrowe nacięcie ich ucha. Samo nacięcie odbywa się podczas zabiegu, gdy kot jest uśpiony. Dla zwierzęcia jest to bezbolesne, ranka niemal nigdy nie krwawi. W miejscu nacięcia ucho kota jest bardzo słabo unerwione.

W Szczecinie żyje bardzo dużo wolno żyjących kotów. Według wielu mieszkańców, wciąż jest ich za dużo. Sterylizacja jest próbą ograniczenia rozrostu populacji.

– W naszym statucie nie mamy obowiązku sterylizowania wolno żyjących kotów – mówi Więcaszek. – Podejmujemy się tego we współpracy z miastem. Jeśli sąd uzna, że przycinanie kotom uszu to niewłaściwe zachowanie, prawdopodobnie nie będziemy już sterylizować wolno żyjących kotów. Niedawno szczecińska prokuratura umorzyła sprawę porzucenia psa przywiązanego na kolczatce do drzewa choć udało się ustalić sprawców tego czynu. Dziwi nas, że nie każe się winnych tak ewidentnego okaleczania zwierząt, a próbuje się upatrywać, że TOZ działając w dobrej wierze, nie kalecząc zwierząt, miałby to robić.

 

źródło: Głos Szczeciński