„Trzy najważniejsze rzeczy w moim życiu to: żona, góry i koty.”


Wojciech Kilar je kochał. Jednak w ostatnich latach nie chciał już żadnego przygarnąć. Wiedział, że zwierzak go przeżyje, a nie chciał zostawiać go samego na świecie.

Wojciech Kilar je kochał. Jednak w ostatnich latach nie chciał już żadnego przygarnąć. Wiedział, że zwierzak go przeżyje, a nie chciał zostawiać go samego na świecie. Mimo to koty przychodziły do willi Kilara przy ul. Kościuszki w Katowicach. Codziennie dokarmiał nawet zwierzęta sąsiadów. Poza tym ich wizerunki były wszędzie wokoło – na obrazach (przy drzwiach do salonu wisiał portret czarnego kota na tle rzymskiego Koloseum), wyhaftowane na poduszkach leżących na sofie, jako figurki ustawione pomiędzy innymi bibelotami na biurku. Uważał, że koty mają osobowość. Krzysztof Zanussi, przyjaciel Kilara, mówił o nim, że sam ma naturę kota.

 

więcej: gazeta.pl