Ukraińska Armia Kotów


Każda baza wojskowa na Ukrainie ma własnego kota. Wszystkie kochane przez żołnierzy i hołubione. Strzegą, ostrzegają, chronią i łagodzą zszargane ludzkie nerwy. W zamian oczekują niewiele - prawa do życia, pełnej miski i odrobiny głasków.

Każda baza wojskowa na Ukrainie ma własnego kota. Wszystkie kochane przez żołnierzy i hołubione. Strzegą, ostrzegają, chronią i łagodzą zszargane ludzkie nerwy. W zamian oczekują niewiele – prawa do życia, pełnej miski i odrobiny głasków. Co ciekawe – po stronie separatystów nie ma ani jednego mruczka.

Zaraz po tym, jak ukraińska armia przejmie kontrolę nad danym miejscem – słupy ogłoszeniowe zapełniają się ogłoszeniami typu „oddam kota w dobre ręce”. Mieszkańcy wiedzą, że żołnierze dadzą przysłowiowy wikt i opiekę każdemu mruczkowi. Koty są cichsze niż psy, doskonale sprawdzają się w roli milczących towarzyszy broni, wyłapują gryzonie i chronią wojskowe zapasy, a na dodatek – potrafią ostrzegać przez niebezpieczeństwem równie skutecznie co psy. W końcu widzą i słyszą więcej. Psy wymagają wyszkolenia, by zachowywały się cicho i nie szczekały. Koty treningu nie potrzebują.

Gdy wojsko się przemieszcza, nie zapomina o kotach. Wiele z nich znajduje dobre domy – adoptowane przez wolontariuszy i obserwatorów organizacji międzynarodowych, wypatrzone w mediach społecznościowych.
Ludzie chętnie podrzucają koty wojsku. Bo w mieście nie ma co jeść ludziom, a co dopiero zwierzętom. Bo wielu uciekając, zabiera co zmieści się z rękach, najpierw ratuje się dzieci, dla kotów bywa że brakuje już miejsca… No i jak zmusić kota, by siedział grzecznie wraz z opiekunami w piwnicy, woli się szwędać, szukając pożywienia i ciepła na powierzchni ziemi. Lepiej już, by zwierzę trafiło do bazy wojskowej niż na przysłowiową ulicę, lub co gorsza – w ręce separatystów.
Ci ostatni też cenią sobie koty. Oraz psy. Używają ich jako żywych kamikadze do przenoszenia ładunków wybuchowych w okolice wroga lub jako wykrywaczy bomb. Jednorazowych. Życia kociego czy psiego nie cenią bardziej od ukraińskiego.
Jak wygląda „czyszczenie” ziemi z pułapek, min i zasieków przez separatystów? Biorą kota, polewają mu ogon benzyną, podpalają i wypuszczają na pole. Gdy przerażone zwierzę natrafi na druty, ginie lub zostaje poważnie okaleczone. Tym sposobem terroryści wyczyścili okolicę ze wszystkich kotów.

– Mógłby ktoś powiedzieć, że te doniesienia są krzywdzące i dehumanizujące stronę separatystów. – pisze Nataliya Zubar na stronie portalu world.maidanua.org – Separatyści swoimi działaniami sami siebie dehumanizują.

– Mamy mnóstwo kotów. Dwa dzikie, choć ogromne, ważą po 8 kilo każdy. Są też 4-8-miesięczne kociaki. A gdzie byśmy nie stanęli, zaraz do nas przybiegają. Jeden kot, szaro-biały, uratował nas. 10 sekund przed eksplozją czmychnął pod łóżko. Nazywamy go teraz Barometrem – mówi Iwan Krawczenko z Charkowa.

Koty na tyle oswoiły się z klimatem wojny, że same wchodzą do transporterów opancerzonych i razem z żołnierzami patrolują okolicę. Wozy opancerzone nazywa się już „kotami” i „kiciusiami”.  
Koty potrafią ocieplić i uczłowieczyć nawet działania wojenne.

 

zdjęcia: Nataliya Zubar i przyjaciele, Facebook, world.maidanua.org