Z konia wystawał tylko koci ogon


Czasem chcemy dogodzić naszym pupilom aż za bardzo. I chyba nie do końca wiemy, co nasze koty lubią... Przekonała się o tym wczoraj mała Warszawianka, która wybrała się na plac zabaw ze swoim mruczkiem na smyczy.

Czasem chcemy dogodzić naszym pupilom aż za bardzo. I chyba nie do końca wiemy, co nasze koty lubią… Przekonała się o tym wczoraj mała Warszawianka, która wybrała się na plac zabaw ze swoim mruczkiem na smyczy. Spacer zakończył się wezwaniem straży pożarnej, by ta ratowała kota. Burasek bowiem utknął… w koniu-zabawce.

Dziewczynka chciała, by jej pupil zaznał odrobiny kontrolowanej wolności. Zabrała go na smyczy, bo tak bezpieczniej, ale przerażony kot wyrwał się jej i uciekł do wnętrza konia-zabawki. I przestraszył się jeszcze bardziej. Nie mógł wyjść. Miauczał i piszczał, z zabawki wystawał tylko koci ogon… Nie dawał się dotknąć. Wezwano straż pożarną. Strażacy uwolnili kota z pułapki. Wrócił w ręce małej właścicielki.

Ot, taka przygoda. Ale i nauczka – pamiętajmy, że koty to zwierzęta terytorialne, na obcym terenie czują się niepewnie. Jeśli nie są przyzwyczajone do wychodzenia na smyczy „od małego” nie fundujmy im stresu niechcianego spaceru. Domowy kot przyzwyczajony do życia w mieszkaniu, czuje się w nim w pełni szczęśliwy – o ile zadbamy o urozmaicenie w postaci zabawek, drapaków, zabezpieczonego siatką balkonu. Wystarcza mu oglądanie świata z pozycji parapetu. Jest bezpieczny. To co my postrzegamy jako miłe urozmaicenie kociego życia, dla kota bywa niepotrzebną traumą, która może zakończyć się tragicznie – przerażony kot mógł wpaść pod auto, uciec w panice i zaginąć. Tu na szczęście wszystko dobrze się skończyło.

I jeszcze taka mała uwaga na koniec – koty wyprowadzamy nie w obróżce i na smyczy, ale w dopasowanym puszorku i na smyczy – tak jest bezpieczniej dla kota. I wygodniej.