Uratowany czy… porwany? Wrocławski kot zaginął w dziwnych okolicznościach

Kota szukają już nie tylko mieszkańcy Wrocławia - zwierzak zaginął w przedziwnych okolicznościach.

Przyłączamy się do poszukiwań Brudzia – wrocławskiego kota, który zniknął w dziwnych okolicznościach podczas nieobecności swojej opiekunki. Udział w całej sprawie miała… straż pożarna. Opiekunka błaga o pomoc i bardzo tęskni za swoim „kocim dzieckiem”. Czy kot Brudzio został porwany? Czy straż pożarna miała prawo wynieść kota z domu, a potem nie udzielić informacji na temat dalszych losów zwierzęcia?

Ta historia jest naprawdę nietypowa i wygląda na to, że utknęła w martwym punkcie. Cierpi na tym kocia opiekunka i – niestety – sam kot Brudzio. Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie?

Uratowany czy porwany?

Kot zaginął, a raczej został w dziwnych okolicznościach „wykradziony” z własnego domu we Wrocławiu, 16. czerwca tego roku. W jaki sposób? Wyglądało to następująco: do wrocławskiej straży pożarnej wpływa zgłoszenie, że kot cierpi z powodu upałów. Straż nie zwleka z działaniem – jedzie pod podany adres, rozcina siatkę zabezpieczającą okno i wyciąga kota, który prawdopodobnie ucieka w trakcie interwencji. To jedna z wersji, bo inna podaje, że kota wzięła osoba odpowiedzialna za zgłoszenie sprawy. Czyli kto? Takiej informacji straż udzielić nie może z powodu… ochrony danych osobowych.

Szukam mojego kota Brudzia. Zaginął w wyniku interwencji straży pożarnej, ponieważ ponoć znajdował się poza siatką okna…

Publiée par Kamila Rajczakowska sur Mercredi 11 juillet 2018

O samej interwencji opiekunka dowiedziała się przypadkiem. Nikt jej o niczym nie poinformował, w związku z czym, gdy wróciła do domu i zobaczyła rozciętą siatkę, uznała, że kot uciekł. Rozwiesiła plakaty, pytała ludzi, szukała Brudzia dniami i nocami.

W końcu od sąsiadów dowiedziała się o tym, że kota „uratowali” strażacy, bo miało mu grozić przegrzanie na wewnętrznym  parapecie. Ale co stało się potem ze zwierzęciem? Tu już potencjalnych scenariuszy jest kilka, a kota jak nie było, tak nie ma. Inną kwestią jest fakt, że na parapet kot wszedł dobrowolnie i mógł przecież w każdej chwili z niego zejść, by schronić się w cieniu mieszkania.

Gdzie jest kot Brudzio?

Mieszkanka Wrocławia, będąc zmuszoną wyjechać na dwa dni, zostawiła w domu dwóch kocich pupili. Zapewniła im opiekę osoby, która przychodziła do nich dwa razy dziennie. Pozostawiła kotom możliwość wygrzewania się na parapecie, co – jak wiadomo – mruczki bardzo lubią.

Trudno nam sobie wyobrazić, co czuła, gdy po powrocie do domu zastała tylko jednego z dwóch kotów. Rozpoczęła poszukiwania, które trwają do dziś. Regularnie sprawdzane są schroniska; w poszukiwania zaangażowały się też fundacje, które nagłaśniają sprawę w mediach społecznościowych:

A teraz sprawa, która męczy mnie od momentu, gdy tylko się o niej dowiedziałam.Szukamy kota ze zdjęcia. WROCŁAW – PSIE…

Publiée par Fundacja Hospicjum dla Kotów Bezdomnych sur Jeudi 12 juillet 2018

Czy kot Brudzio uciekł strażakom i błąka się gdzieś po Wrocławiu? Czy „zajęła się nim” osoba zgłaszająca sprawę, która podczas interwencji czekała już z transporterkiem na „uratowanego” kota? Jeśli tak, to prawdopodobnie nie będzie chciała się ujawnić i złożyć wyjaśnień. Czy kot Brudzio faktycznie został uratowany, czy może doszło do przekroczenia uprawnień przez Straż Pożarną?

Sprawa została zgłoszona na policję. Choć minęło już trochę czasu, wciąż mamy nadzieję na pozytywny finał tej historii.

Autor: Nikoletta Parchimowicz