Zawsze przy mnie był kot…

Zawsze przy mnie był kot. Najpierw jako problem językowy, który musiałam pokonać. Nazwanie kota nie szło mi najlepiej. Ciągle był tot. I ta radość, gdy pierwszy raz wypowiedziałam jego prawidłową nazwę. I chyba wtedy narodziła się moja miłość do kota.

Zawsze przy mnie był kot. Najpierw jako problem językowy, który musiałam pokonać. Nazwanie kota nie szło mi najlepiej. Ciągle był tot. I ta radość, gdy pierwszy raz wypowiedziałam jego prawidłową nazwę. I chyba wtedy narodziła się moja miłość do kota. Jako pokonanie trudności. Ja byłam uparta, koty uparte są także. Musiałam walczyć – kot to drapieżca. Pokonałam trudność – tak jak kot pokonuje ją każdego dnia, gdy musi walczyć ze stereotypami. A ja wraz z nim. Dziś jest łatwiej. Koty nagle stały się „modne”. I doceniono ich majestatyczność.

Potem kot był ze mną w marzeniach o nim. W poszukiwaniach i ciągłym bieganiu za kotami na moim podwórku. Gdy gdzieś rodziły się koty – ja zawsze tam biegłam. Kiedy spytałam niedawno taty, co najbardziej interesowało mnie w dzieciństwie odpowiedział szybko i bez wahania – koty. Bo gdy raz je poznasz, zawładną tobą. I wcale nie rozważam ciągle bezsensownie według mnie zadawanego pytania – pies czy kot? Kogo wolę? Nie wiem. Znam głównie koty, bo mam je przez całe życie i to z nimi się wychowywałam. Szanuję i jedne i drugie zwierzaki, ale są to dwa światy. Nieporównywalne. Dlatego nie stawiam ich jako przeciwieństwa, a jako dwa osobne byty.

Mój pierwszy kot sam do mnie przyszedł. I został bardzo długo- w życiu i w pamięci. Była to szarobura kocica.

Kicia, Burcia, Kocica – każdy z nas wołał na nią inaczej. Była niesamowita. Najmądrzejsza, majestatyczna i przebiegła. Rozkochała w sobie całą rodzinę, a na cel wybrała mojego Tatę, który nie przepadał za kotami. Nie miał szans z jej miłością. Kot potrafi niesamowicie przekonywać do siebie właśnie tych, którzy nie chcą być w centrum zainteresowania kota. Wybiera sobie kot taki cel – przytula się, chodzi za człowiekiem, przynosi mu myszy i inne trofea. Mój tato dziś jest wielkim miłośnikiem kotów. I to właśnie dzięki kocicy J

Kocica dała nam też coś więcej niż swoją miłość – dostaliśmy od niej pewnego dnia 4 małe, śliczne kociaki. I w domu była nas 5 osób plus 5 kotów, świnka morska i rybki. I chociaż brzmi to jak dom wariatów – to dla mnie właśnie ten dom żył. Zawsze było gwarno i wesoło. I takie właśnie było moje dzieciństwo.

Kocica miała młode – piękne, niebiesko – szare „dachowce” w typie kota rosyjskiego. Zuzia, Tygrysek, Jogi i Elegant. Jak koty były małe nikt nie włączał tv. Wszyscy obserwowaliśmy jak Kocica je wychowuje, jak o nie dba. Zabawa z nimi była cudowna.

Potem w moim życiu przewijały się jeszcze podrzucane nam kotki, którym szukaliśmy domów (uszczęśliwiając najczęściej najbliższą rodzinę i przyjaciół), koty które przygarnialiśmy, dokarmialiśmy, etc.).

Dzisiaj mam 4 koty – Pumę, czarną kocicę i jej 3 dzieci – marudną Fusę, hedonistkę Zosię, majestatycznego Dudę.

Jak widać, w moim życiu kot zajmuje od zawsze ważne miejsce. Jest członkiem rodziny, jakby to patetycznie nie zabrzmiało. Dom bez kota, czy w ogóle bez zwierzęcia, jest niepełny, pusty i smutny.

Naturalne dla mnie jest, że skoro kocham koty i lubię wypełniać czas robiąc coś dla siebie i innych to kot musiał pojawiać się w moich pracach. Ostatnio w rozmowie z narzeczonym stwierdziłam, że bardzo się powstrzymuję, by nie robić wszystkiego właśnie z kocim motywem. Jednak mój Karol stwierdził, że właśnie to powinnam w takim razie robić. Moja przyjaciółka właśnie założyła blog poświęcony wszystkiemu co z kotami związane – Toka Toka. Może więc i ja powinnam robić tylko kocie wyroby?

Jestem fanką kotów, ale nie oznacza to, że cały mój dom wypełniony jest figurkami, rysunkami i rzeźbami kotów. Mam tylko kilka drobiazgów, wolę żywe kociaki. Uwielbiam serię Simon’s Cat. Mój narzeczony miał z głowy kilka prezentów – wystarczyło kupić mi serię książek Simona Tofielda.

Uwielbiam Gustava Klimta – on miał swojego kota. Film śniadanie u Tiffaniego i bezimiennego kota, Rzym i jego przyjazne nastawienie do kocich rodzin, etc.

Do tej pory mam na swoim koncie rozpoczętą i jeszcze nie skończoną serię – kot w sztuce – Kot Leonarda da Vinci i Damę z Kociczką. Z maskotek powstał Gruby i Chudy Kot Filcowy, a także prezent dla znajomego fotografa o nazwisku Kot, który w swoim logo ma właśnie … kota. Ceramiczny kot i podkładka pod kubek z kotem to seria ceramicznych kocich wyrobów, którą chętnie bym kontynuowała. Mam na koncie także rysunek w stylu Śniadania u Tiffaniego z kotem i Kobietę z kocim tatuażem. Mam też biało czarnego kota z masy solnej, którego zrobiłam dla mojej siostry kociary na gwiazdkę.

I wiele planów kocich wyrobów. Bo nie ukrywam, że także pod względem estetycznym koty mnie bardzo kręcą i inspirują.

Więc z pewnością kocich serii pojawi się jeszcze na moim blogu mnóstwo.

 

Maria Zając

Mariazajac.wordpress.com

 

Życie z kotem to źródło nieskończonej inspiracji, jak mawia Simon Tofield. Jeśli chciecie podzielić się z nami swoją kocią pasją, napiszcie!