Idą mrozy – koty potrzebują pomocy


 Schroniska dla osób bezdomnych zaczynają pękać w szwach. Na szczęście w większości opuścili oni działkowe altanki przed falą zapowiadanych mrozów, ale na działkach zostały przecież wolno żyjące koty! Nie brakuje ich też na naszych osiedlach.

Na dodatek część z nich to zwierzaki, które się tam nie urodziły, tylko zostały wyrzucone z domów. Zwłaszcza one nie mają szans przeżyć silnych mrozów bez naszej pomocy. Co możemy dla nich zrobić w tych trudnych dniach?

Po pierwsze: dokarmiać

W silne mrozy trzeba przede wszystkim pamiętać o tym, że jedzenie z puszki błyskawicznie zamarza! Warto więc na ten czas zmienić proporcje na rzecz suchej karmy i szczególnie skrupulatnie trzymać się ustalonej pory karmienia. Koty nie będą wtedy marznąć, czekając na spóźniającą się kolację, ani też ta – podana zbyt wcześnie – nie zdąży zamarznąć, nim na nią przyjdą. (Jeśli nie chcemy, by połakomiły się na nią ptaki, wyznaczmy porę karmienia po zmierzchu.) Jeśli karmimy koty domowym jedzeniem gotowanym, w mrozy podawajmy je na ciepło – dłużej nie zamarznie, a zwierzaki trochę się rozgrzeją. Ogromnie ważne jest osłonienie misek przed śniegiem (nie wszystkie koty potrafią odkopać jedzenie nawet spod cienkiej jego warstwy!).

Po drugie: zapewnić schronienie

Walki z administracją o otwieranie piwnicznych okienek potrafią się ciągnąć miesiącami, więc nie czekając na ich wynik zapewnijmy kotom przynajmniej doraźne schronienie. Małe budki styropianowe oklejone grubą folią, a czasem już nawet wyścielone słomą można kupić już za 5 złotych! Miejsca, gdzie są one do kupienia znają wolontariusze z różnych organizacji pomagających kotom wolno żyjącym – wystarczy popytać na forach internetowych. Można też zrobić taką budkę samemu, kupując styropian lub styropianowy pojemnik. Ważne, by nie wypełniać go bawełnianymi szmatami, które łatwo nasiąkają wilgocią. Jeśli nie mamy słomy, można ewentualnie użyć polaru. Budkę trzeba umieścić w bezpiecznym, nie rzucającym się w oczy miejscu i – co ważne – unieruchomić, np. obciążyć czymś ciężkim. Na działkach warto znaleźć opuszczoną altankę, nawet taką bez wszystkich ścian, żeby choć częściowo osłonić budkę od wiatru i śniegu.

Po trzecie: zabrać słabe i chore

Dokarmianie i zabezpieczenie przed chłodem pomoże przetrwać zwierzętom zdrowym. Chorym to nie wystarczy – je trzeba zabrać w suche i ciepłe miejsce. Jesienią i zimą zbiera obfite żniwo tzw. koci katar. Zarażony nim kot praktycznie nigdy nie zdrowieje do końca, ale objawy nasilają się w okresach obniżonej odporności. Dlatego jeśli spotykamy kota, który kicha, leci mu z oczu i z nosa i który na dodatek jest wychudzony i ma brzydką sierść, nie zostawiajmy go bez pomocy. Nawet nieoswojone zwierzę da się odłowić w klatkę-łapkę (można ją wypożyczyć od fundacji pomagających zwierzętom) i spróbować umieścić w lecznicy. Jednak tylko w części miast niektóre kliniki mają budżet na bezdomne zwierzęta, musimy się więc liczyć z koniecznością pokrycia kosztów. Najlepiej nawiążmy kontakt z wolontariuszami jakiejś organizacji prozwierzęcej. Nie oddawajmy kotów wolno żyjących do schroniska – tam i tak nie mają one szans na przeżycie.