Ireneusz Krzemiński, Motek i Felix


Mój kot jest... opowiem tu zarówno o poprzedniej kotce, jak i o obecnym kocie. Poprzednia kotka, tzw. trójkolorowa, była duża i słodka. Teraz mamy pierwszy raz - za przeproszeniem - kundla, czyli mieszańca kota norweskiego leśnego i naszego dachowca.

Mój kot jest… opowiem tu zarówno o poprzedniej kotce, jak i o obecnym kocie. Poprzednia kotka, tzw. trójkolorowa, była duża i słodka. Teraz mamy pierwszy raz – za przeproszeniem – kundla, czyli mieszańca kota norweskiego leśnego i naszego dachowca.

Mój kot ma na imię… Kotka miała na imię Motek, a wymyśliła je przyjaciółka z Izraela: po hebrajsku słowo to znaczy: najukochańsza, najsłodsza… Czasem tak do synków zwracają się izraelskie mamy, co zdecydowanie nie budzi zachwytu zainteresowanych! A imię Motek miało też przecież i polskie znaczenie! Moja ukochana kotka zmarła niestety niedawno na raka. Teraz mamy zwycięskiego Feliksa, trochę to dowcip na temat imienia Szczęsny – Szczęsna…

Dostałem kota… Kotkę dostałem dzięki mojej przyjaciółce, dziennikarce radiowej Irence, która zleciła jej pobranie memu przyjacielowi lekarzowi weterynarii od innej, znanej „kociary”. A Feliksa przyniósł lekarz weterynarii Mariusz od miłej właścicielki sklepiku z produktami dla zwierząt i totolotkiem niedaleko naszego domu na Ursynowie.

Mój kot najbardziej lubi… O, to trudne pytanie! Kotka Motek bardzo lubiła, gdy się ją głaskało, nie biorąc jednak na ręce; lubiła też kąski mięsa albo ryby, nie mówiąc już o wędlinie przy kolacji, gdy zasiadała z boku stołu na krześle. Nie przeszkadzały jej upomnienia weterynarza, że niezdrowo dla kota jeść za wiele wędzonki… Felix lubi przede wszystkim szaleńczą zabawę za pomocą wszystkiego!

Lubię, gdy mój kot… Lubiłem, gdy Motek mruczała, tuląc się do mnie, gdy siedziała na biurku, nawet jeśli trudno było dalej pracować na komputerze. Felix też już się usadawia obok komputera, ale to dla mnie klęska!

Mojemu kotu zazdroszczę… Feliksowi zazdroszczę nieustannie dobrego humoru i przedsiębiorczości w szukaniu kolejnego sposobu zabawy!

Z moim kotem mamy wspólne… Hm, nie wiem, o czym poza genami miałbym powiedzieć?

Kot szczęśliwy to… kot wesoły. Sprawdzało się to w wypadku całkiem dojrzałych panienek (wspomniany Motek) i sprawdza się w wypadku Feliksa.

Ludzie lubiący koty… O, nie! Wszak walczę ze stereotypami (przynajmniej ze zbytnią stereotypizacją), więc  powiem, że różni ludzie lubią koty. Ale na ogół wtedy od razu są skłonni lubić siebie nawzajem!

Najczęściej drę koty… No, a z kim by, jeśli nie z najbliższymi? Było nie było to prawidłowość ogólnoludzka…

Na widok czarnego kota… Zachwycam się na ogół, chyba że to jakiś biedny, ale na ogół nie da się przecież złapać, żeby mu pomóc…

Najczęściej odwracają kota ogonem… ludzie nieszczerzy. Albo tacy, którzy się boją innych i uważają, że nie można innym nic wprost powiedzieć, zatem – innym zaufać nie można. Do niczego więc się też przyznać nie można ani ujawnić swoich intencji.

Dlaczego nie pies? Ha, to pytanie doprawdy zasadnicze! Z moim bratem przez całe dzieciństwo, a nawet i później marzyliśmy o psie, ale dom był raczej przeciw. Gdy znalazłem się  już na swoim, uznałem, że nie stać mnie na psa, bo wymaga on znacznie więcej obecności właściciela niż kot, który spokojnie – zwłaszcza gdy już nabierze latek – może przebywać w domu, czekając na powrót domowników. Ponieważ przez większość mego dorosłego życia mieszkałem sam, więc myśl o pozostawionym w domu wyjącym psie była nie do zniesienia, a nie miałem takiej woli, jak pewna moja przyjaciółka – dziś znana dziennikarka – która po prostu zabierała swoją suczkę ze sobą: na zajęcia na uniwersytecie, do pracy, nawet w stanie wojennym sunęliśmy z nią po różnych lokalach… Do dziś podziwiam za to moją przyjaciółkę, ale jak wiadomo, mężczyźni są inni…

Gdybym nie miał kota… Hm, raczej trudno to sobie wyobrazić.

Gdybym był kotem… A gdzie tam, bez przesady!