Kot na wystawie – czy jest szczęśliwy?


Wystawy powstały z miłości do zwierząt, ale czy cieszą koty tak samo, jak ludzi?

Wystawy kotów  to ogromna satysfakcja dla opiekunów, okazja by zaprezentować swojego futrzaka, a także promować hodowlę. To również miejsce, w którym nagradzany jest ogromny wysiłek związany z codziennym zajmowaniem się grupką, często niesfornych, pupili. Ale co na to sami zainteresowani? Czy kot na wystawie może być szczęśliwy?

Kot na wystawie – jak to naprawdę wygląda?

Dziś właściwie każdy opiekun może wystawić swojego pupila – oczywiście po spełnieniu odpowiednich wymogów. Co ciekawe, istnieje też specjalna kategoria dla „zwykłych” dachowców. Każdy z nas ma zatem szansę pochwalenia się swoim futrzastym przyjacielem. W dużym skrócie – prowadząc hodowlę, należy zarejestrować się w jednym z Klubów Felinologicznych i spełnić szereg wymagań.

A jak wygląda życie mruczka na wystawie? Tuż po przybyciu, zdrowie i kondycję kota sprawdza weterynarz. On także weryfikuje potrzebne dokumenty. Jeśli okaże się, że kot jest chory, wówczas nie może brać udziału w wydarzeniu i powinien wrócić do domu. Jeżeli po otrzymaniu dokumentów od organizatorów opiekun zorientuje się, że nastąpiła pomyłka (np. nie zgadza się imię zwierzęcia, klasa wystawowa, data urodzenia, etc.), kocie oczekiwanie na otrzymanie swojego pokazowego miejsca nieco się wydłuża. Wraz z opiekunem musi udać się do sekretariatu w celu wyjaśnienia błędów, jeszcze nim rozpoczną się oceny.

Klatka pokazowa = koci azyl?

Kot na wystawie przebywa w specjalnej klatce, którą dostarcza organizator. Czasem za dopłatą można wykupić podwójny rozmiar takiego „kojca”, co przydaje się zwłaszcza wtedy, gdy nasz futrzak jest przedstawicielem dużej rasy. Sporo zależy od opiekuna – wszystkie klatki są wprawdzie takie same, ale aby kot poczuł się bardziej komfortowo, wiele osób wkłada do środka ulubione posłanie nasączone jego zapachem, kocyk i zabawki. Oraz oczywiście miseczki z wodą i pokarmem.

Niektórzy zakładają specjalne zasłonki (gdyby futrzak miał dość wścibskich oczu gapiów i chciał w spokoju uciąć sobie drzemkę). Dużo o stosunku opiekuna do kota mówią właśnie takie drobiazgi. Byłam kiedyś świadkiem, gdy właścicielka hodowli na życzenie pani zainteresowanej zakupem potencjalnych kociąt zaczęła uderzać rękami o klatkę i pochylając się krzyczała: „wstawaj, wychodź!” Sami oceńcie tę sytuację… Zazwyczaj jednak hodowcy bardzo dbają o komfort swoich pupili i starają się zminimalizować stres.

kot na wystawie
fot. Shutterstock

Czy wystawy to radość dla kota?

Oczywiście wiele zależy od charakteru kota. Bywają futrzaki z mocniejszą osobowością, lubiące przygody. Są też takie, dla których tłumy ludzi i hałasy nie stanowią żadnego większego wyzwania. Jednak na pewno żaden kot na wystawie nie lubi ingerencji w jego własną przestrzeń, czyli sytuacji, w których oglądający wystawy (zwłaszcza dzieci), próbują przecisnąć palce między kratami klatki by pogłaskać futrzaka. Nigdy nie powinno mieć to miejsca, dlatego nie dziwmy się hodowcom, jeśli stanowczo reagują w takich momentach.

A co o wystawach mówią sami opiekunowie? Poniższe przykłady zaczerpnięte z kocich for dyskusyjnych prezentują przeciwstawne opinie dwóch osób:

Ja kocura wystawiałam jeszcze w klasie kociąt w zeszłym roku na wystawie w Lublinie. Był tak zestresowany, że pomimo najlepszej oceny nie potrafiłam się cieszyć, tak mi było biedaka szkoda. To był jedyny i ostatni raz. Kocica jest tak tchórzliwa, że pewnie skończyłoby się to zawałem serca u niej, więc w ogóle jej nie wystawiam. Mimo wszystko to ogromny stres dla kotów.

Ta opiekunka poruszyła chyba najważniejszy aspekt z punktu widzenia kota – jego odporność psychiczną i charakter. Bardzo wiele zależy właśnie od samego mruczka, a także stopniowego przyzwyczajania go do nowych sytuacji. Inna użytkowniczka radzi:

Nie bójcie się stresu/strachu u kotów. Jeśli macie fajne koty – wystawiajcie! Im to się naprawdę przyda, kilka chwil treningu, na przykład zabrać ze sobą do pracy czy na wycieczkę i będzie lepiej.

Pozostaje nam już tylko konkluzja: tak naprawdę to opiekunowie najlepiej znają swoje mruczki i to oni wiedzą, czy dla kota udział w wystawie wiąże się z na tyle dużym stresem, iż należy podjąć decyzję o rezygnacji z takich przedsięwzięć. Jednocześnie nie wątpimy, że są kociaki, dla których życie „kota-wystawowca” nie wiąże się z negatywnymi emocjami.

A co wy sądzicie o kocich wystawach? Bywacie w takich miejscach? Pokażcie nam też swoje koty, które waszym zdaniem idealnie sprawdziłyby się na takich wydarzeniach! ?

Autor: Marta Martyniak