Kot współautorem pracy naukowej? Tak, to możliwe!

Jest autorem pracy naukowej – jedynym do tej pory kotem w historii, który napisał rozprawę z fizyki. Niemożliwe? A jednak! Przed wami prawdziwy kot naukowiec!

Pan fizyk i pan kot

Cała historia zaczęła się dość komicznie. Jack H. Hetherington był amerykańskim fizykiem i matematykiem, działającym na uniwersytecie w Michigan. Dumny z jednej ze swoich prac, postanowił wysłać ją do czasopisma naukowego „Physical Review Letters”, jednak… Dzięki koledze zorientował się, że cały materiał nadaje się do poprawki. Wszystko przez formę, którą przyjął w toku pracy – wypowiadał się w niej stosując liczbę mnogą: „my”. Uczynił to zupełnie nieświadomie. Po prostu, gdy tworzył swoje dzieło, nieodłącznym towarzyszem jego prac był…

Kot naukowiec

….kot rasy syjamskiej o imieniu Chester. Kto z was choć raz użył w rozmowie z przyjaciółmi formy: „spaliśmy do południa”, mając na myśli siebie i swojego pupila, ten wie, że nawet w pracy naukowej o myślenie przez pryzmat: „ja i mój kot”, nietrudno. Ponieważ tworzenie artykułów w latach 70. wymagało odręcznego przepisywania materiałów na maszynie, pozostawało jedno rozwiązanie – i to najbardziej sprawiedliwe! Współautorem pracy pan Hetherington postanowił uczynić kota, który otrzymał pseudonim F.D.C. Willard. Naukowiec obawiał się podania prawdziwego imienia swojego futrzaka z obawy przed rozpoznaniem go przez innych uczonych. I tak: F.D. to skrót od Felis domesticus (czyli po prostu: kot domowy), C. – od imienia Chestera, zaś Willard był… ojcem nieodłączonego towarzysza Jacka.

kot naukowiec
fot. Shutterstock

Jeśli nasza opowieść wydaje się wam zbyt nieprawdopodobna i chcecie dowodu, zajrzyjcie tutaj. Chester – kot naukowiec – „napisał” w pracy o właściwościach izotopu helu pozostającego w stanie stałym i możemy się założyć, że mógłby dawać korepetycje z fizyki większości z nas. 😉

Po wydaniu pracy, naukowiec w zasadzie już nigdy nie ukrywał prawdziwej tożsamości swojego „współautora” – wręcz  przeciwnie! Historia mówi, że ostatecznym potwierdzeniem stała się wizyta człowieka, który na uniwersytecie rozpytywał o F.D.C. Willarda, chcąc porozmawiać o rozprawie. Sam Hetherington postanowił rozesłać także kopie artykułu do najbliższych znajomych. Podpisane zostały jego autografem oraz odbiciem łapki Chestera, maczanej w atramencie (na marginesie – mamy nadzieję, że łapa kota została potem porządnie umyta!). Opowieść miała też swój ciąg dalszy.

F.D.C Willard… powrócił!

Koci mędrzec powrócił jeszcze potem w drugim artykule, który został upubliczniony w 1980 r. w jednym z europejskich magazynów. Tym razem futrzak został jedynym autorem pracy, jednak pobudki, z jakich została podjęta decyzja o jej opublikowaniu w jego imieniu, były nieco mniej chlubne. Naukowiec i właściciel futrzaka pracował z grupą uczonych, nie mogąc potwierdzić wspólnie z nimi pewnych teorii dotyczących helu. Dlatego uznali, że w przypadku błędnych wniosków odpowiedzialność spadnie właśnie na F.D.C Willarda… Przepraszamy, Chestera! Bardzo nieładnie, prawda? Jednak niezależnie od tego – kot syjamski stał się oficjalnie pierwszym i jedynym mruczkiem, który może pochwalić się publikacją naukową. I dzięki temu przeszedł do historii.

Jeśli ktoś z was poczuł się odrobinę zazdrosny i sądzi, że jego pupil może być drugim w historii „uczonym” – dajcie znać! Pochwalcie się też, z jakiej dziedziny nauki wasze koty mogłyby stworzyć pracę? 😊

Autor: Marta Martyniak