Kotka przejechała kilkadziesiąt kilometrów za… zderzakiem samochodu


Mruczki uwielbiają wszelkie zakamarki, jednak nie wszystkie są dla nich bezpieczne. Historia tego kota to nauczka dla wszystkich.

Ta historia zaczyna się niegroźnie. Pewnego piątkowego dnia 18-miesięczna kotka Lily, mieszkanka kanadyjskiego miasteczka, postanowiła „wyrwać się” z domu na weekend i czmychnęła niczym nastolatka, bez zgody ludzkich opiekunów… Co było dalej? Kot pod zderzakiem to historia, która wbrew pozorom zdarza się całkiem często – nie zawsze jednak dobrze się kończy.

Kot pod zderzakiem przejechał kilkadziesiąt kilometrów

Wydaje się, że to nic takiego – koty przecież lubią takie „psikusy”. Jednak Lily nigdy wcześniej nie była przez dłuższy czas na zewnątrz, więc obawy jej opiekunów nie były bezpodstawne. Czy kot sobie poradzi, czy w ogóle będzie potrafił wrócić do domu?

Podczas gdy rodzina Lily szukała jej w całym sąsiedztwie, kotka była już… 35 kilometrów od domu. Spryciula schowała się w zderzaku samochodu sąsiada i wraz z nim udała się na przejażdżkę do kanadyjskiego Richmond do Vancouver. Podczas postoju kierowca zauważył futrzany ogon wystający spod zderzaka samochodu, jednak nie był w stanie wywabić gapowiczki.

Wołania nic nie dawały – kot pod zderzakiem ugrzązł i nie chciał wyjść. Bez wątpienia był bardzo przestraszony. To cud, że w ogóle przeżył tę przejażdżkę. Kierowca postanowił jechać dalej, do miasta Burnaby, by poprosić o profesjonalną pomoc w wyciągnięciu kota.

kot pod zderzakiem
Fot. http://vancouversun.com

Szczęśliwe zakończenie

W końcu udało się wyciągnąć Lily i – dzięki jej mikrochipowi – odnaleźć jej dom. Kotka musiała poddać się kąpieli, bo pod autem nieźle się umorusała. Jak na taki wyczyn, to konsekwencje naprawdę niewielkie!

Opiekunowie kotki mają nadzieję, że taka przygoda więcej się jej nie przytrafi. A my powinniśmy wyciągnąć naukę z podróży Lily. Koty uwielbiają wchodzić w ciasne, ciepłe i ciemne miejsca. Samochodowe zakamarki pasują jak ulał. Sprawdzajmy przed uruchomieniem silnika, czy w naszym aucie nie „zadomowił się” jakiś futrzak. Ta historia to także kolejny dowód na to, jak ważny w przypadku zaginięcia okazuje się malutki mikrochip wszczepiony pod kocią skórę. To dzięki niemu Lily szczęśliwie wróciła do domu.

Autor: Nikoletta Parchimowicz