Kot w social media? Social petworking coach zrobi z twojego kota gwiazdę!


Internet co i rusz podbija nowa kocia gwiazda. Świat idzie z duchem czasu. Właśnie pojawiła się oferta pracy dla zwierzęcego kołcza.

Zalew kocich fanpage, blogów i profili na Instagramie jest tak duży, że coraz trudniej zaistnieć w wirtualnym świecie nowemu zwierzęcemu celebrycie. Nie wystarczy założyć pupilowi konto na znanym portalu internetowym, by z dnia na dzień pobił sławą Grumpy Cata czy Lil Bub. W dzisiejszych czasach, by kot w social media zaistniał, musi za nim stać profesjonalne wsparcie, znające się na umiejętności kreowania wizerunku i marki. W tym wypadku – wizerunku kota lub psa (bo najczęściej to te dwa gatunki zwierząt walczą o lajki i oznaczenia).

Nie ma cię na fejsie – nie istniejesz

Idąc z duchem czasu, Petlandia, londyńska firma, ogłosiła nabór na stanowisko pracy o dumnej nazwie social petworking coach. I faktycznie, zdobywca tej pracy będzie mógł być dumny – zostanie pierwszym przedstawicielem całkiem nowego zawodu.

Petlandia szacuje, że co szósty opiekun zakładał swojemu pupilowi co najmniej jedno konto w którymś z mediów społecznościowych. Nawet Bestia, osobisty pies Marka Zuckerberga, ma swój fanpage. Takie czasy – nie ma cię na fejsie – nie istniejesz. A skoro istnieje potencjalny rynek, trzeba stworzyć odpowiedniego specjalistę i sprytnie sprzedać jego umiejętności.

Social petworking coach – zawód przyszłości

Social petworking coach to nie nauczyciel dla zwierzaka, ale dla jego opiekuna. Ma być konsultantem i pomagać w promocji psa czy kota w social media. Uczy, co robić, by narodziła się gwiazda.

język kota
Rexie/fot. Facebook

Skoro nowy zawód otrzymał już swoją nazwę, czas zastanowić się nad wymaganiami wobec kandydatów. A tych jest całkiem sporo. Pierwsze i najważniejsze to płynność poruszania się w nowych mediach, znajomość tajników kreowania wizerunku jako takiego i obeznanie ze światem zwierzęcych influencerów. Dalej – pomysłowość, niesztampowe pomysły, zmysł estetyczny oraz znajomość specyfiki targetu czyli miłośników kotów i psów. Bo to oni, nie same zwierzęta, będą śledzić, lubić, komentować i udostępniać stronę zwierzęcego celebryty. Gdzie w tym miejsce na miłość do zwierząt? Aby być skutecznym kołczem zwierzęcym, nie da się tego zrobić bez znajomości zasadniczego tematu – zwierząt. Kociarze i psiarze szybko wychwycą fałsz. Nie da się na dłuższą metę tylko udawać, że lubi się zwierzęta.

Jaka jeszcze umiejętność będzie brana pod uwagę? Przyda się otwartość spojrzenia na świat, komunikatywność, łatwość nawiązywania kontaktu z potencjalnymi fanami, a także znajomość zasad kompozycji, znaczenia barw, umiejętność wybrania tych najlepszych, najskuteczniej działających zdjęć zwierząt. Bo kot w social media stoi na fotografii. Fotografii kolorowej, przyciągającej uwagę, zaskakującej.

coby kot brytyjski krótkowłosy
Coby/fot. Facebook

Zdjęcia muszą pokazywać naturę zwierzęcia w różnych sytuacjach, od wystudiowanych portretów po zdjęcia w ruchu i na łonie natury, a także obowiązkowe selfie. Sam kołcz nie musi osobiście zdjęć robić, ale powinien umieć wybrać te właściwe. To on daje twarz i czuwa nad całością niczym kierownik projektu. W razie niepowodzenia, to na jego głowę posypią się gromy niezadowolonych klientów. Miłośnik mruczka wiele wybaczy kotu, ale człowiekowi, który ma sprawić, że ów mruczek zawojuje internet – już nie. Bo przecież koci fanpage lub profil na Insta ma w dalszej perspektywie poważne zadanie do spełnienia.

Kot w social media ma zarabiać

Tak, nazwijmy to po imieniu – zwierzęcy profil w internecie ma zarabiać na opiekuna, by ten już nie musiał chodzić do pracy i mógł całość swojego czasu poświęcić ukochanemu zwierzęciu. Tak przynajmniej jest za Oceanem.

Według serwisu Quartz, gdy gwiazda mediów społecznościowych osiągnie poziom 100 tysięcy obserwujących, może liczyć na kontrakty wysokości nawet 2 tysięcy dolarów – za na przykład pokazywanie produktów w postach lub udzielanie się towarzyskie.

kot w social media Lil Bub
Lil Bub/fot. Shuterstock

Znane zwierzęta – gdy już staną się bardzo znane – mają szansę na wielką karierę: mogą stać się twarzami marek produkujących zwierzęce akcesoria, karmę, zabawki, mogą zagrać w filmie, mogą wystąpić w reklamie obok ludzkiej megagwiazdy, a tu już nie ma ograniczeń co do marki – mogą to być perfumy, ubezpieczenia, banki, samochody i co tam jeszcze przyjdzie do głowy pomysłowym specjalistom od reklamy. Na mniejszą skalę oznacza to koszulki, kubki, kalendarze, notesy i inne gadżety z wizerunkiem znanego kota czy psa.

Czy należy to potępiać? Czy jest to wykorzystywanie zwierząt? Temat na inną dyskusję. Póki nie traktujemy zwierzęcia jako maszynki do robienia pieniędzy, nie zamęczamy koniecznością brania udziału w sesjach fotograficznych i gwarnych wydarzeniach, póki wszystko rozgrywa się w warunkach naturalnych dla danego kota czy psa, we własnym domu i na własnym podwórku, może nie jest to taki zły pomysł? Wyznacznikiem granic jest szczęście zwierzęcia. Gdy zaczyna się stres u zwierzaka, trzeba przyhamować.

Kot w social media – jak to się wszystko zaczęło?

Wróćmy do początków mody na kocie blogi i profile. Ktoś wrzucił do sieci filmik ze swoim kotem, zdjęcie, a może zaczął prowadzić pamiętnik w imieniu swojego mruczka? Ktoś inny zalajkował, udostępnił dalej. Znajomi nieznajomym. Spodobało się, bo było w tym Coś. Może uroda kota, może zabawne zdjęcia lub słowa. Poszło jak śnieżna kula. Tak narodziło się wiele kocich gwiazd.

kot w social media Grumpy Cat
Grumpy Cat/fot. Shutterstock

Uderzmy się w piersi – kto z nas nie lubi chwalić się swoim pupilem? Kto choć raz nie pokazał jego zdjęć czy filmików? O własnym pupilu potrafimy opowiadać godzinami. O jego wyjątkowości. Właśnie na tym oparte jest zjawisko narodzin zwierzęcej gwiazdy – na potrzebie oglądania niezwykłych zwierzęcych zdjęć i czytania historii o niezwykłych zwierzętach.

Autor: Joanna Nowakowska