Miejskie legendy o kotach – czy znasz je wszystkie?

O kotach krąży wiele legend, ale każdy słyszał przynajmniej jedną z tych, o których dzisiaj piszemy.

Oto miejskie legendy o kotach, które kociarze opowiadają sobie od lat. Najlepsze, że każda z nich jest prawdziwa! Sprawdźcie poniżej, czy znacie je wszystkie.

Legenda nr 1: Kot, który mieszkał w kilku domach

Każdy zna co najmniej kilka takich historii – dotyczą one kotów wychodzących. A konkretnie mruczka-spryciarza, który potrafi sobie zapewnić wygodne życie! Jeśli spotykasz przymilnego, tłuściutkiego futrzaka, który odwiedza cię coraz częściej – miej się na baczności! Istnieje duże prawdopodobieństwo, że ma już co najmniej kilku opiekunów, z których każdy uważa, że jest „tym jedynym”.

Najbardziej jaskrawy przypadek i największy znany nam rekord – w jednej z wiosek pod Warszawą kot funkcjonował w ten sposób… 11 lat! Dopiero po upływie takiego czasu sąsiedzi, mieszkający od siebie w odległości ok. 800 m zorientowali się, że futrzak, którego uważali za swojego, miał jeszcze drugi dom. Dwie miseczki, dwa schronienia i podwójne porcje obiadów… Nawet dwa różne imiona (reagował na każde z nich!). Brzmi dobrze, prawda? 😊

Legenda nr 2: Kot-złodziej

Jeśli mruczek nie zapewni sobie kilku opiekunów, zawsze może posilić się kosztem nieznajomych. Raj dla takich kotów istniał jeszcze kilkanaście lat temu – za czasów, gdy społeczeństwo było mniej zamożne. Lodówki były niewielkie, a zapasy – zwłaszcza te Bożonarodzeniowe, trzeba było gdzieś trzymać… Tutaj z pomocą przychodził… balkon!

Do legendy przeszły historie kotów, które z upodobaniem grasowały w blokach (w końcu wspięcie się na 1 czy 2 piętro nie jest dla futrzaka zbyt trudne). Od balkonu do balkonu, posilały się, podkradając jedzenie przygotowane na świąteczną biesiadę. Znamy nawet jednego, który nie tylko nauczył się rozpakowywać zawinięte w folię jedzenie, ale raz nawet został nakryty na gorącym uczynku… zdejmując pokrywkę z garnka. W końcu każdy radzi sobie jak może.

Legenda nr 3: Kot-zabijaka, który rządzi całym osiedlem

Ancymon, który rozstawia po kątach wszystkie okoliczne mruczki. Herszt kotów. To on rządzi dzielnicą i możesz być pewien, że jeśli słyszysz dzikie wrzaski o 4 rano, jeden w mruczków właśnie przegrywa z nim w standardowej bijatyce o teren.

Zazwyczaj straszy wyglądem – oberwane ucho, zmierzwiona sierść, „zło” w oczach! Co więcej, nie obawia się większości psów wychodzących na spacery. Za to jego boją się wszyscy. Cóż, bycie zabijaką zobowiązuje.

Legenda nr 4: Kot, który ucieka przeznaczeniu

Powiadają, że kot ma dziewięć żyć. Niektóre natomiast mają ich… dwa razy więcej! Każdy z nas zna co najmniej jednego mruczka, który ciągle ucieka przeznaczeniu: spada z ogromnych wysokości i wychodzi z tego bez szwanku, umyka przed każdym psem, wychodzi z naprawdę ciężkich chorób… W końcu koty spadają zawsze na cztery łapy.

Ale w tym miejscu musimy zaznaczyć jedno: jakkolwiek fajnie brzmią takie miejskie legendy o kotach, wcale nie jest dobre to, że mruczki narażone są na takie niebezpieczeństwa… Pamiętajmy, że najlepiej, by futrzaki mieszkały z nami w domach, zaś historie o „cudownie ocalonych” mruczkach nie powinny stanowić argumentu do tego, by pozwalać kotom na wychodzenie z domu bez smyczy…

Inne miejskie legendy o kotach

Słyszeliście jeszcze jakieś miejskie legendy o kotach? A może sami znacie mruczki, które wpisują się w którąś z powyższych historii? Dajcie znać w komentarzach!

Autor: Marta Martyniak