Purfekcyjny stróż prawa


Był mały i bezdomny, gdy trafił na posterunek nowojorskiej policji. Znalazł tu nie tylko dom ale i pracę.

Pręgowany półroczny kociak pewnego dnia po prostu wszedł na posterunek policji na Coney Island. Uroczy, choć brudny i bezdomny, z miejsca podbił serca policjantów. Uprosili zwierzchników, by został tu na stałe. Kto lepiej niż kot ochroni posterunek przed zdradzieckimi gryzoniami, a na dodatek podniesie załogę na duchu?

Dali mu na imię Martin – od imienia komendanta Martina D. Constanzy.

Policjanci zadbali o szczepienia, zaczipowanie i wykastrowanie pupila – z własnych finansów. Karmę i przysmaki funduje zastępca inspektora.
Od tej pory łagodny zwierzak stał się maskotką posterunku. Całe dnie spędza wśród funkcjonariuszy, wylegując się na komputerach, częstując kawałkami indyka z kanapek i polując na myszy. Ma aż trzy wyznaczone stołówki, własne kosze do spania i oczywiście mnóstwo zabawek.
Martin okazał się też bardzo sumienny – jest obecny na każdej odprawie. Ale najważniejsze jego zadanie to bycie cierpliwym terapeutą, który łagodzi nastroje i poprawia humor zestresowanym funkcjonariuszom.

Zmiany na lepsze zauważył nawet zastępca inspektora, Wiliam Taylor: „Ten kot zdecydowanie podnosi ludzi na duchu. I to zarówno policjantów, jak i osoby cywilne. Uwielbiam go!”.

Funkcjonariusze kochają swojego czworonożnego kolegę. I darzą szacunkiem. Czasem śmieją się, mówiąc, że Martin to kot, który myśli, że jest psem – zawsze przychodzi na zawołanie.
Na tym posterunku zdecydowanie rządzi Martin. Ten mruczący.

 

fot. Paul Martinka; Wiliam Taylor i Martin

źródło: New York Post