Dlaczego trzeba kastrować koty wolno żyjące?

author-avatar.svg

Dorota Jastrzębowska

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Wielu z nas karmi mruczki wolno żyjące, ale tylko niektórzy dbają też o inne aspekty opieki. Dlaczego to ważne, by kastrować koty – nie tylko te domowe?

kastrować koty

fot. Shutterstock

Mało komu przychodzi do głowy mieć w domu niewykastrowanego kota. Uciążliwe są zarówno ruje kotek, jak i znaczenie terenu przez kocury oraz ostry zapach ich moczu. To są często główne powody, dla których decydujemy się kastrować koty. I jeśli tylko tym się kierujemy, to może się nam wydawać, że nie trzeba kastrować wolno żyjących mruczków. Tymczasem to konieczne! Dlaczego? Jest kilka powodów.

Trzeba kastrować koty, by się nie rozmnażały

Najbardziej oczywisty powód jest taki, że niekastrowane koty mnożą się na potęgę. Jeśli je dokarmiamy i są dobrze odżywione, to większość kociąt przeżywa. Każda wolno żyjąca kotka może mieć w ciągu roku dwa mioty kociąt – nawet 6-8 maluchów. W miocie jest najczęściej więcej kotek, więcej też samic zwykle przeżywa. A te urodzone wiosną już następnej wiosny urodzą własną gromadkę i kolejną – jesienią. Niektórzy sądzą, że gdyby nie dokarmiać wolno żyjących kotów, to nie byłoby tego „problemu” wciąż nowych kociąt. To jednak nieprawda. Kotami rządzi instynkt. One nie rozpatrują jak my, czy je „stać” na dzieci. Nawet zabiedzona kotka zajdzie w ciążę. Być może nie zdoła wykarmić wszystkich kociąt. Jednak te, które przeżyją, będą chorowite – a chyba nie chcielibyśmy mieć w sąsiedztwie chorych kotów… Trzeba więc karmić i kastrować koty.

Warto kastrować koty dla ich zdrowia

Niektórzy uważają, że owszem – trzeba sterylizować kotki, żeby nie miały młodych, ale kastrowanie kocurów to zawracanie głowy. Bo i tak zawsze znajdzie się jakiś wąsaty Romeo, który zapłodni wszystkie niewysterylizowane okoliczne kotki. Może i tak – a jednak kastracja kocurów ma sens. Uchroni je bowiem przed chorobami zakaźnymi, którymi się zarażają podczas walk o kotki, takimi jak koci AIDS. Wielu karmicieli zaobserwowało, że kotki na wolności żyją zwykle o wiele dłużej niż niekastrowane kocury. Jeśli wszystkie zwierzaki „w stadzie” (czyli karmiące się w tym samym miejscu) są wykastrowane, długość życia samic i samców często się wyrównuje.

Kastrowane koty mniej hałasują i nie „śmierdzi kotami”

Niestety wiele jest osób nietolerancyjnych, którym przeszkadza każdy gatunek inni niż oni sami. Ptaki ich zdaniem tylko brudzą, a koty wolno żyjące śmierdzą i wrzeszczą po nocach, nie dając spać. Koci karmiciele mają przez to wiele nieprzyjemności. Często muszą dokarmiać mruczki niemal potajemnie, by nie ściągać na siebie (i na koty) złości takich ludzi. Rzeczywiście dźwięki, jakie wydają koty nocami, mogą wybudzać ze snu okolicznych mieszkańców. Ale są one związane właśnie z kocimi godami. Nie ma rui – nie ma hałasu. To samo dotyczy zapachowego znaczenia terenu. Nawyk może kotu zostać po kastracji, ale sam zapach będzie zdecydowanie mniej wyczuwalny. Natomiast niewykastrowane kocury z pewnością będą znaczyć okolice swojej stołówki, a niektóre mają nawet przykry zwyczaj ostrzykiwać miski…

Czy kastrowane koty odnajdą się w stadzie?

Niektórych karmicieli powstrzymuje przed kastracją kotów mit, że kastrat nie odnajdzie się w stadzie, straci swoją pozycję czy nawet może być dręczony przez inne koty. Obserwacje karmicieli tego nie potwierdzają. Znane są historie, gdy kastrat trzymał pobratymców twardą łapą i jadał zawsze pierwszy – przed bandą niewykastrowanych chłystków. Jeśli jednak ktoś ma obawy, że hierarchia w stadzie może zostać zachwiana, niech zacznie kastrację od najsilniejszych, najbardziej charakternych osobników. Bez obaw – wszystko się ułoży. Poziom hormonów po kastracji opada powoli, to długotrwały proces. Nawet więc gdyby doszło do jakichś przetasowań, odbędzie się to niepostrzeżenie.

oczy i sierść kota emiteo

Zapisz się do newslettera Koty.pl i otrzymuj ciekawe treści przed innymi!

Podziel się tym artykułem:

author-avatar.svg
Dorota Jastrzębowska

Miłośniczka psów, szczególnie terierów. Obecnie opiekunka przygarniętej yoreczki Adelki, wolontariuszka opiekująca się kotami wolno żyjącymi w warszawskiej dzielnicy Ochota, była redaktor prowadząca czasopismo „Mój Pies i Kot".

Koty i Psy - E-booki (1).png

Pobierz darmowy poradnik!

Zapisz się na newsletter i odbierz ebook „Poznaj całą prawdę o kotach” całkowicie za darmo

Zapisz się

REKLAMA zniknie za 10s

REKLAMA zniknie za 10s