Dlaczego nie powinieneś być nadopiekuńczy wobec swojego kota?

Kociarz zrobi wszystko dla swojego pupila. To naturalne – chcemy, by nasze koty były szczęśliwe, kochane i zdrowe. A jeśli przesadzamy?

Gdzie jest magiczna granica pomiędzy dbaniem o futrzaka, a stwierdzeniem: chyba jestem nadopiekuńczy wobec kota? Warto to wiedzieć, ponieważ nadmierna troska wpływa nie tylko na mruczka, lecz również relację opiekun-kot.

Gdy jesteś nadopiekuńczy wobec kota, cierpi na tym jego zdrowie

Nadopiekuńczość praktycznie zawsze prowadzi do rozpieszczenia mruczka. A stąd już prosta droga do… kłopotów zdrowotnych. Oczywiście mamy na myśli kocią nadwagę i otyłość. Domowe futrzaki bywają wybredne, jeśli chodzi o serwowany im pokarm. Jeśli jednak jesteś na tyle nadopiekuńczy, by pozwalać na pałaszowanie dowolnych porcji ulubionych pokarmów, wymuszanie jedzenia i – co gorsza – ulegasz zawsze, gdy chodzi o niezdrowe pożywienie, bo „kot cały dzień siedział w domu, więc należy mu się nagroda” / „ładnie upolował piłeczkę” / „patrzy na mnie z ogromną miłością, jak mogę mu odmówić” (niewłaściwe skreślić), to wcale nie pomagasz swojemu mruczącemu przyjacielowi!

Dodajmy do tego wstawanie nad ranem by napełnić miskę za każdym razem, gdy kot miauknie. Taki nawyk oznacza nie tylko serwowanie jedzenia między posiłkami (i dodatkowe kalorie dla mruczka), ale także wprowadzanie siebie i pupila w stan permanentnego „czuwania”. Ty nigdy nie wiesz, kiedy będziesz musiał przerwać błogi sen, zaś kot nauczony jest, że zawsze dostaje to, czego chce, co tylko wzmacnia takie negatywne zachowanie.

Podobnie ma się sprawa z natychmiastowym wyrzucaniem jedzenia, bo „kotu nie pasuje”. Odczekaj trochę, bądź cierpliwy. Dopiero, jeśli po jakimś czasie futrzak nie przekona się do jedzenia, możesz usunąć je z miski. W przeciwnym razie poczujesz się jak kelner, biegający ze srebrną tacą co pół godziny 😉 Reasumując – jeśli twoja nadopiekuńczość przejawia się w stawaniu na głowie w każdym rozumieniu tego słowa, byle tylko mruczek był przejedzony i zadowolony – pamiętaj, że czasem warto powiedzieć stop!

Gdy jesteś nadopiekuńczy, zaburzasz relację opiekun-kot

Kot to członek rodziny, ale dopóki nie zachodzą wyjątkowe okoliczności (na przykład nie jest osłabiony po operacji, starszy, schorowany), to nie musisz „nadskakiwać” mu na każdym kroku. Jeśli widzisz, że mruczek próbuje wskoczyć na półkę i go na nią wsadzasz, pozbawiasz go cennej możliwości spalenia kilku kalorii i poruszania się.

Tak samo ma się sprawa z wydobywaniem zabawek z zakamarków w domu. Jeżeli podczas psot kot próbuje wydobyć piłeczkę spod szafy – nie rzucaj się od razu z pomocą. Nie bądź nadopiekuńczy wobec kota! Poczekaj! Niech sam pokombinuje. Przy okazji będzie miał dodatkowe, ciekawe zajęcie. Takie przykłady można mnożyć w nieskończoność. Pamiętaj – pozwól kotu być… kotem. Mruczki to osobniki, których przodkowie i bracia na wolności sami zdobywają pokarm i troszczą się o siebie. Dąż zatem do relacji opierającej się raczej na partnerstwie.

Gdy jesteś nadopiekuńczy, stajesz się… zestresowany

Kartony, o które wciąż się potykasz, leżą porozrzucane po całym domu, ponieważ całkowicie dostosowałeś mieszkanie do mruczka? Podgrzewasz jedzenie z lodówki zamiast poczekać, aż samo trochę się ogrzeje, bo kot potrzebuje zjeść NATYCHMIAST? Znamy to! Nie ma niczego złego w tym, że chcesz z całą swoją miłością dogodzić pupilowi. Kłopot jednak w tym, że chcąc dać mu wszystko, możesz popaść we… frustrację.

Jeśli twoje własne mieszkanie zaczyna przypominać pobojowisko z kocimi zabawkami, a ty nie możesz poświęcić nawet kwadransa na lekturę ulubionej gazety, ponieważ w tle krzyczy wymuszający jedzenie futrzak, to znak, że czas coś zmienić i starać się pokonać swą nadopiekuńczość. Choćby po to, by nie stresować się kilka razy dziennie. W końcu to także twój dom… Choć założymy się o kilogram najlepszej kociej karmy, że mruczek ma na ten temat nieco odmiennie zdanie 😉

A wy? Czy jesteście nadopiekuńczy? Jak to okazujecie swoim futrzakom? A może macie ten etap już za sobą? Przyznajcie się 😉 I dajcie znać w komentarzach!

Autor: Marta Martyniak