Codzienność wolno żyjących kotów w mieście. Jak naprawdę wygląda?

fot. Shutterstock

Życie w mieście to dla wielu kotów walka o przetrwanie, jedzenie i bezpieczne schronienie. Potrzebują nie tylko naszej opieki, ale też szacunku.

Ten artykuł subskrybenci newslettera Koty.pl mogli przeczytać już miesiąc wcześniej. Też miej wcześniejszy dostęp do treści! Zapisz się: www.koty.pl/newsletter.

Według art. 21. Ustawy o ochronie zwierząt koty wolno żyjące stanowią dobro ogólnonarodowe i powinny mieć zapewnione warunki rozwoju oraz swobodnego bytu. Zgodnie z przepisami nie należy ich wyłapywać, przeganiać ani przesiedlać. Obowiązek zapewnienia tym zwierzętom opieki należy do gminy.  

Mimo że żyją u boku człowieka, a w ich behawiorze zaszły pewne zmiany, to w wielu zachowaniach wciąż kierują się pierwotnym instynktem. Jest to widoczne zwłaszcza podczas zabaw, w których wykazują jeden z najsilniejszych instynktów – zdolność do polowania. Można wówczas zaobserwować całą sekwencję łowiecką. Dlatego też wielu specjalistów nazywa koty domowe oportunistycznymi drapieżnikami. Instynkt pomaga kotom wolno żyjącym nie tylko dostosować się do naturalnego środowiska, ale też w nim przetrwać, jednak w niektórych sytuacjach nawet i on potrafi zawieść. Dlatego, że życie w betonowym mieście wcale do łatwych nie należy.

Na terenach miejskich nie są „dzikie”

Koty wolno żyjące są i nadal będą. Powszechnie uważa się je za element ekosystemu miejskiego. Można je spotkać na terenach działkowych, w piwnicach, opuszczonych budynkach czy gdzieś w pobliżu ludzkich siedlisk. W tym wszystkim nie należy zapominać też o tym, że pełnią istotną funkcję w przestrzeni miejskiej – ograniczają występowanie szkodników. Populacja kotów miejskich jest niezwykle trudna do oszacowania. Chociażby dlatego, że niewykastrowane osobniki rozmnażają się bardzo szybko. W większych miastach ich liczebność może dorównywać ludności małej aglomeracji. Jedyną humanitarną metodą, która pomaga w jakimś stopniu kontrolować populację kotów, jest zabieg sterylizacji lub kastracji. Aby uniknąć ponownego odłowienia bezdomnego kota, który już został wykastrowany, lekarz weterynarii przycina, przy okazji zabiegu, na prosto koniuszek ucha. 

Na miejskich ulicach możemy spotkać dwie grupy kotów – wolno żyjące i bezdomne. Te pierwsze egzystują w koloniach i najlepiej odnajdują się w naturalnym środowisku. Koty bytujące na terenach miejskich w minimalnym stopniu mogą nawiązać kontakt, na przykład ze społecznymi opiekunami kotów. Takie zwierzęta są wówczas częściowo zdane na człowieka, który zapewnia im pokarm, kontroluje populację czy zapewnia opiekę weterynaryjną. Nie zmienia to jednak faktu, że takie koty nigdy nie będą w pełni oswojone. Dlatego pod żadnym pozorem nie powinno się ich wyłapywać i umieszczać w domu czy w schroniskach. Cała pomoc powinna ograniczyć się jedynie do stworzenia odpowiednich warunków w miejscu, w którym dana kolonia bytuje. Odłowione z ulicy po zabiegach weterynaryjnych są ponownie wypuszczane do swojego naturalnego środowiska. Drugą grupę tworzą zaś koty bezdomne, które miały i dom, i opiekuna. Na ulicę trafiły, ponieważ albo się zgubiły, albo zostały porzucone. Niektóre z tych osobników są w stanie zaadaptować się do warunków panujących w przestrzeni miejskiej. Większość jednak źle znosi samodzielny tryb życia.  

Życie kotów w mieście

Koty wolno żyjące łatwo przystosowują się do ekosystemu. Nie zmienia to jednak faktu, że w mieście czyha na nie wiele niebezpieczeństw i bez pomocy ludzi dobrych serc – społecznych opiekunów kotów – nie miałyby szans na przeżycie. Schorowane, otrute, okaleczone, rozjechane czy rozszarpane przez inne zwierzęta, a także silniki samochodów – to sytuacje, do których niestety dochodzi coraz częściej. W mieście umierają tysiące kotów, niektóre z nich w milczeniu odchodzą w krzakach. Niekiedy zawodzi instynkt zwierzęcia, a czasami zawodzi po prostu człowiek.

Karmię koty wolno żyjące w Gdańsku od kilku lat. Aktualnie pod opieką mam około 30 kotów. Zdążyłam już jednak zaobserwować, że miejskie koty wolno żyjące mają wielu wrogów. Wrogów mamy też i my – karmicielki. W pobliżu miejsc bytowania zwierząt coraz częściej też pojawiają się trutki, ale to niestety nie wszystko, na co stać człowieka. Zdarzają się i takie sytuacje, kiedy w jedzeniu można znaleźć szkło. Niestety głodny kot nie zawsze jest w stanie oprzeć się jedzeniu, które nierzadko okazuje się jego ostatnim posiłkiem, bo pomoc czasami nie przychodzi na czas. Przerażające są też liczne zniknięcia wykastrowanych kotów w niewyjaśnionych okolicznościach.

W starciu z rzeką czy innym zbiornikiem wodnym kot bez pomocy człowieka ma małe szanse na przeżycie. W ostatnim czasie media rozpisywały się o kocie, który przestraszył się biegnącego w jego kierunku psa i wpadł do wody. Gdyby nie pomoc młodych ludzi, zwierzę prawdopodobnie by nie przeżyło. Był to kolejny przypadek, w którym zwierzęta były ratowane w tym samym miejscu – wcześniej kobieta wrzuciła kocięta w reklamówce do wody. Uratowała je przechodząca w międzyczasie inna pani – dwa z trzech przeżyły. Takich miejsc jest jednak więcej – nie wszystkie zdarzenia rejestruje kamera monitoringu miejskiego. Nie zawsze też w pobliżu będzie człowiek, który takiego kota uratuje. Jeśli obowiązek zapewnienia tym zwierzętom opieki należy do gminy, to czy urzędnicy nie powinni też zadbać o to, by i tego typu miejsca nie stanowiły zagrożenia? A wystarczyłoby jedynie odpowiednio zabezpieczyć nabrzeże… 

Zimą koty wygrzewają się pod maskami samochodów, które w momencie uruchomienia silnika zostają wkręcone w pasek klinowy. Żadne zwierzę nie wychodzi z tego bez szwanku – najczęściej dochodzi wówczas do urwania tylnych łapek i ogona. Dlatego tak ważne jest, by zimą jeszcze przed uruchomieniem silnika sprawdzić, czy gdzieś pod maską nie ukrył się żaden kot.

Kotom wolno żyjącym też należy się szacunek i opieka

Bardzo ważną rolę w opiece nad kotami wolno żyjącymi pełnią tzw. społeczni opiekunowie. Zapewniają odpowiednie warunki, w których zwierzęta egzystują – karmią, poją, dbają o czystość, leczą i wyłapują koty do bezpłatnych zabiegów sterylizacji. Jest ich zdecydowanie mniej niż kotów. Mniej jest też zasobów karm czy talonów na kastracje, które to talony otrzymują od gminy. Niektóre miasta decydują się na modernizację parków, by wydzielić specjalną przestrzeń dla kotów wolno żyjących. Stawiają wówczas budki i karmniki. To miejsca, w których koty mają czuć się bezpiecznie, jak „w domu”. Miejsca, które na pewno nie powinny pozostać bez opieki miasta. Takich przestrzeni powinno być jak najwięcej. Tak samo zresztą jak miejsc z tabliczką „tu są karmione koty wolno żyjące”. Mimo coraz większej świadomości i edukacji wydaje się jednak, że przed nami wciąż długa droga do tego, by w przestrzeni miejskiej zapewnić bezpieczeństwo także bezpańskim kotom. By wiedzieć, że każdemu ulicznemu mruczkowi należy się nie tylko opieka, ale też i szacunek. By wiedzieć, że taki kot również ma prawo do życia tuż obok nas i potrzebuje naszej pomocy. Warto też pamiętać o tym, że nie jest żadnym śmietnikiem, któremu można podawać przeterminowane oraz spleśniałe jedzenie, które zwiększa ryzyko zachorowań. A o tym, czym karmić koty wolno żyjące, przeczytasz TUTAJ.

Autor: Magdalena Olesińska
Array
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments