Gdyby koty rządziły państwem…

Koty i polityka? Oto jak mógłby wyglądać świat, gdyby to mruczki zajęły się rządzeniem państwem i zaczęły głosowanie nad ustawami, które mogłyby zmienić naszą codzienność!

Niejeden z nas żartobliwie mówi, że jego kot jest jednocześnie jego panem. Co by się jednak stało, gdyby mruczki miały możliwość rządzenia… państwem? Czy koty i polityka to dobre połączenie? Cóż, ujmijmy to tak – zależy, jak dla kogo!

L4 na kota

„Biorę zwolnienie, bo dziecko mi choruje!”. „Będę pracować z domu, bo mam chorą córkę”. Znacie to? A kto powiedział, że takie zwolnienie nie należy się opiekunowi czworonożnego pupila? Chory kot = kot, który potrzebuje wsparcia! Nie chodzi tylko o aplikację leków, ale także doglądanie go z godziny na godzinę. Podsuwanie przysmaków, głaskanie, opowiadanie dowcipów, rozweselanie w chorobie. Mruczki potrzebują królewskiego traktowania, dlatego jako władający polityką – jako pierwszą przegłosowałyby ustawę o zwolnieniu lekarskim na kota. Co swoją drogą dzieje się już w niektórych krajach Unii Europejskiej… Popieramy!

Dodatkowe pieniądze na każdego kolejnego mruczka

Kto powiedział, że unijne dotacje mają dotyczyć tylko rolników, hodowców bydła oraz rozkręcających swój własny biznes? Połączenie pt. koty i polityka oznaczałoby, że wsparcie finansowe otrzymałby najpewniej każdy, kto decyduje się na kolejnego mruczka. Oczywiście przy założeniu, że to koty, a nie ich opiekuni, rozliczałyby się z wydatków…

Zapomnijmy zatem o dodatkowych pieniądzach na wizyty kontrolne u weterynarza (każdy kot jeży sierść na samą myśl), czy innych kwestiach, jak choćby behawioryści lub suplementy kociej diety. Każdy szanujący się mruczek zainwestowałby takie pieniądze w: a) chrupy, b) chrupy, c) jeszcze więcej chrupów. Nowa kanapa przydatna do ostrzenia pazurów też będzie w porządku, bo drapak jakiś taki… nijaki. Rozliczenie dotacji w ramach takich kocich wydatków: natychmiastowe!

Głosowanie przez… aklamację miaukiem

„Kto z pań posłanek i panów posłów jest za tym, aby przyjąć ustawę, niech podniesie rękę i naciśnie przycisk”. Naprawdę…? Dwie czynności na raz w przypadku mruczka, który przez kwadrans rozważa przekręcenie się z boku na bok, wydaje się zbyt wygórowanym oczekiwaniem. W kocim sejmie wszyscy najpewniej głosowaliby miaukiem… Czyli przez aklamację. Obradując oczywiście w nocy. Zresztą parlament, który działa kilka godzin dziennie (skoro twój pupil przesypia nawet do 16h na dobę, niby kiedy ma zajmować się prawdziwym, kocim życiem?) nie byłby pewnie zbyt efektywny 😉

Odliczanie podatku na kocie domy tymczasowe i fundacje

Koci politycy przegłosowaliby z pewnością także odliczanie podatków na kocie fundacje. Choć mruczki to indywidualiści, to z pewnością przychyliliby się do tego, by zamiast budować kolejny drogi czy mosty, zająć się schroniskami dla czworonogów lub domami tymczasowymi. My także chcielibyśmy, by jak  najwięcej pieniędzy szło na utrzymanie tych instytucji, które wspierają biedne, opuszczone futrzaki więc… Jesteśmy na tak!

Obowiązkowe lekcje w szkołach

Etyka, język polski i geografia to zbędne przedmioty. Prawdziwie ważny dla każdego futrzaka przedmiot szkolny brzmiałby: Zadowalanie kota – teoria i praktyka. Lekcje wprowadzone zostałyby już na etapie wczesnoszkolnym. W ramach zajęć realizowane byłyby takie zagadnienia jak: opiekun, czyli koci podnóżek – dlaczego to mruczek jest twoim panem?, wstawanie o 3 w nocy by napełnić miskę, czyli wszystkie aspekty zadowalania kota jedzeniem, a także techniki kociego masażu: w jaki sposób sprawić, by futrzak mruczał jeszcze głośniej. Obowiązkowy egzamin końcowy z tego przedmiotu kończyłby się zaliczeniem praktycznym. Koci politycy z pewnością przychyliliby się do ustawy wprowadzającej takie lekcje, wychowując tym samym kolejne pokolenia ludzkich sług, spełniających wszystkie kocie zachcianki.

Koty i polityka – jesteście na tak?

Co wy na to? Moglibyście żyć w takim świecie? Jak sądzicie, jakie jeszcze ustawy i przepisy mogłyby wprowadzić wasze koty? Popuśćcie wodze wyobraźni i dajcie nam znać w komentarzach!

Autor: Marta Martyniak