Na złamane serce – wywiad z Roxie Węgiel


O smutku i radości, rozstaniach i powitaniach z ukochanymi kotami - opowiada Roxie Węgiel.

Wywiad z magazynu „Mój Pies i Kot” nr 5(62)/2021. Z Roxie Węgiel rozmawia Paulina Król.

Roksana jest zdeklarowaną kociarą, choć gdy była młodsza, marzyła o mopsie. Wpływ na jej marzenie miały książki z serii „Zaopiekuj się mną” Holly Webb. Szczególnie zapadła jej w pamięć książka „Alfiku, wróć”, którą przeczytała, gdy miała osiem lat. Bohaterka adoptowała pieska, ale kiedy urodził się jej braciszek, już nie miała czasu, by się nim opiekować. Roxie nie tylko płakała ze wzruszenia, ale też uświadomiła sobie wtedy, z jaką odpowiedzialnością wiąże się posiadanie żywego stworzenia. Łatwiej jej było zrozumieć, dlaczego rodzice nie godzą się na psa.

Jak to się stało, że zakochałaś się w kotach?

Kilka lat temu w mikołajki dostałam pięciomiesięcznego kociaka. Nazwaliśmy go Puma – nie tylko dlatego, że wyglądem przypominał to dzikie zwierzę, ale także dlatego, że był strasznym dzikusem. Czas spędzał głównie poza domem, wdrapywał się na drzewa, chadzał własnymi ścieżkami, nie lubił się przytulać. Chwilami czułam niedosyt, że nie ma między nami bliższej więzi, ale bardzo go kochałam. Kiedy wyprowadziliśmy się do nowego domu, a był już wtedy z nami pięć lat, oszalał, gdy zobaczył taką przestrzeń. Na początku chodził sobie po tujach i kręcił się wokół domu, ale pewnego dnia się oddalił i nie wrócił. Bardzo długo go szukaliśmy, bez skutku. Ogarnął mnie wielki smutek, trudno mi było uwierzyć, że już go z nami nie będzie.

Po jakimś czasie uznałam, że najlepszym lekarstwem po jego stracie będzie zaopiekowanie się innym kotkiem. Przegadałam to z rodzicami i decyzja zapadła. Mieliśmy przygarnąć jednego, ale do domu wróciliśmy z dwoma. Puszek był białym, spokojnym kociakiem i postanowiliśmy, że będzie bardziej mój. Drugi, czarny i trochę dziki, przypominający Pumę, był bardziej mojego młodszego brata Maksa. Ze względu na duże podobieństwo do lemura dostał imię Julian, jak lemur król Julian XIII, bohater filmu „Madagaskar”. Julian idealnie odnajdywał się na łonie natury, łowił myszy, przynosił nam różne zdobycze, ale zawsze trzymał się blisko domu. Puszek był kotem domowym, wolał leżeć całymi dniami na kanapie. Był potulny i niesamowicie ufny. Widziałam w jego oczach wielką dobroć, naprawdę był przekochany, czułam z nim tak silną więź jak między najlepszymi przyjaciółmi. Puszek, jeśli wychodził gdzieś z Juliankiem, to zawsze wracał przed wieczorem.

Zaniepokoiłam się, gdy któregoś dnia nie wrócił. Na drugi dzień znalazłam go skulonego pod drzwiami, wzięłam go na ręce, ale on zaczął przeraźliwie miauczeć z bólu. Nie było widać żadnych obrażeń, ale już wiedziałam, że coś mu się stało. U weterynarza okazało się, że miał obrażenia wewnętrzne. Walczyliśmy tydzień, ale niestety, nie udało się go uratować. Kiedy go odwiedziłam ostatniego dnia, miał zamknięte oczka, stracił przytomność. Na rękach pani weterynarki ostatkiem sił otworzył oczy. Myślę, że na tę sekundę oprzytomniał, żeby się ze mną pożegnać. A najsmutniejsze jest to, że w niedługim czasie podobnemu wypadkowi uległ Julian, którego nie dało się powstrzymać przed wychodzeniem. Strasznie to przeżyłam i byłam megazałamana.

Roksana Węgiel

Czy te traumatyczne przeżycia to była lekcja życia?

O tak, zdałam sobie wtedy sprawę, jak kruche jest życie, że naprawdę trzeba doceniać swoich bliskich, to, co się ma, tu i teraz, bo wszystko można stracić jak za pstryknięciem palca. Przeszło mi przez myśl, że może kiedyś napiszę piosenkę na podstawie moich przeżyć z kotkami, oczywiście nie dosłownie, ale w nawiązaniu do tych wydarzeń, żeby wyrazić swoje uczucia. W sercu takie wspomnienia pozostają na zawsze. Na razie piszę teksty do szuflady, ale rozwijam się pod tym względem. I chociaż w moich piosenkach, pisanych przez innych, którzy mnie dobrze znają, jest dużo ze mnie, to uważam, że własny tekst jest bardziej autentyczny i lepiej może wyrazić uczucia i myśli wykonawcy piosenki. Teraz wykorzystałam swoje zdolności rysunkowe i uwieczniłam Puszka i Juliana na obrazku naszkicowanym ołówkiem. Pociesza mnie tylko, że tam, za Tęczowym Mostem, są razem.

Od listopada zeszłego roku jest z Tobą kotek rasy ragdoll. Co Cię skłoniło do wybrania tej rasy?

Kiedy odszedł Puszek, Julian był smutny i bałam się, że wpadnie w depresję. Początkowo miałam zamiar przygarnąć jakiegoś kotka podobnego do Puszka, ale przeglądając strony internetowe, trafiłam na ragdolla. Dowiedziałam się, że koty tej rasy są bardzo uczuciowe, przytulaśne, rodzinne. Nawet napisałam zapytanie do hodowli we Wrocławiu. Na zdjęciach jeden kociak wyróżniał się spośród innych jasnym umaszczeniem (dziś wiem, że to kolor zwany lilac) i był łudząco podobny do Puszka. Od razu wpadł mi w oko. Po stracie dwóch kotów potrzebowałam jednak czasu, żeby przepracować tę traumę. W domu naraz zrobiło się pusto, brakowało pałętających się pod nogami zwierzaków. Dopiero po paru miesiącach napisałam jeszcze raz do hodowcy. Okazało się, że mój wybraniec z powodu pandemii nie poleciał do Nowego Jorku i nadal tam jest, jakby czekał na mnie.

Byłam taka szczęśliwa, choć nie ukrywam, że obawiałam się, czy dam sobie radę z rasą, której nie znam, i czy decyzja ta jest warta jazdy z Jasła do Wrocławia, a to 6-7 godzin. Pierwsze spotkanie też nie napawało optymizmem, bo w gromadce kociaków mój był najbardziej przestraszony i chował się pod meblami. Wszystkie wątpliwości się rozwiały, kiedy podczas drogi do domu wzięłam go na ręce, a on wtulił się we mnie, mrucząc z zadowolenia. Ragdoll to po angielsku szmaciana lalka, a koty te zostały tak nazwane, ponieważ brane na ręce wiotczeją jak taka lalka – a to oznacza, że mają pełne zaufanie do osoby, która je trzyma. Byłam wniebowzięta, bo Pusheen poczuł się bezpiecznie w moich ramionach, był mi przeznaczony. W jednej chwili zawiązała się między nami niesamowita więź, która cały czas się pogłębia.

Roksana Węgiel

Inspiracją do imienia Pusheen była kotka z internetu?

Od kiedy pamiętam, uwielbiałam słynną Pusheen i zawsze miło mi się kojarzyła. Dostawałam mnóstwo maskotek z jej wizerunkiem od moich fanów. Naklejki ze słodkim, szarym kuleczkowatym kotkiem, który je pizzę albo coś gotuje, ludzie sobie rozsyłają i mają z tego dużo radości. Mimo że internetowa Pusheen to kotka, jakoś to imię brzmi mi męsko i pasowało do mojego pupila. A on szybko się przyzwyczaił do zmiany. W hodowli miał na imię Maximus – ze względu na rozmiary i siłę. Nawet się wahałam, czy nie zostawić tego imienia, ale mogłoby być niezłe zamieszanie w domu, ponieważ nigdy nie byłoby wiadomo, czy mama woła Maksia – mojego brata, czy Maksia kota. A i tak często używam słowa klucza, to zdrobnienie Pupiś, kiedy chcę kogoś nazwać pieszczotliwie, czy to jest któryś z moich braci, czy nasz kotek.

Węgiel z kotem

Jaki wpływ na Twoje życie ma Pusheen?

Mogę śmiało powiedzieć, że był balsamem na złamane serce. Daje mi dużo szczęścia i pomału odzyskałam spokój. Jest ufny, zrównoważony, ale też lubi się ze mną bawić. Ilekroć o nim pomyślę, od razu robi mi się ciepło na sercu. To koci szczeniaczek, cały czas za mną chodzi, lubi być przy mnie, ale się nie narzuca. Jesteśmy bardzo ze sobą zżyci. Podczas nagrań do programu „Dance Dance Dance” był ze mną w Warszawie. Gdy wracałam wyczerpana z treningów, wystarczyło popatrzeć na jego słodką mordkę, przytulić się do niego – i od razu czułam się lepiej. Pusheen wprowadza też harmonię w naszym domu. Zadziwia mnie, jak cudownie bawi się z moim najmłodszym braciszkiem Tymkiem. Małe dziecko jest dość głośne i Pusheen miał lekką blokadę, żeby się do niego zbliżyć, aż w końcu sam ją przełamał, turlając do Tymka piłeczkę łapką, Tymek mu oddawał i do dziś tak się bawią. W jego towarzystwie łatwiej jest mi się skupić, na przykład piszę teksty piosenek z nim przy boku. Jest najukochańszym kotem na świecie i moim najlepszym przyjacielem.

Roksana Węgiel – utalentowana piosenkarka popowa młodego pokolenia (w styczniu skończyła
16 lat), zwyciężczyni 1. polskiej edycji „The Voice Kids” oraz 16. Konkursu Piosenki Eurowizji dla Dzieci
w 2018 roku.

Autor: Paulina Król
Array
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments