Co to jest „fur baby” i dlaczego ludzie tak szaleją na punkcie tego zjawiska?


Co ma ze sobą wspólnego teoria Konrada Lorenza, postęp cywilizacyjny i futro kotów? To wszystko mieści się w określeniu "fur baby"!

Koty to według nas jedne z najsłodszych zwierzaków na świecie. Mówimy do nich i traktujemy je z wyjątkową, często nadmierną czułością. Tymczasem koty to nadal zwierzęta, a nie małe dzieci, i kierują nimi nieposkromione instynkty. Czym jest zjawisko „fur baby” i czy jest całkowicie bezpieczne?

„Fur baby”, czyli kocie dziecię

Koty są często rozpieszczane przez swoich opiekunów. Czasami traktujemy je jak małe dzieci… Nosimy na rączkach, mówimy przymilnym głosem, nazywamy się „kocimi rodzicami”. Dlaczego? Koty są przecież takie słodkie! A szczególnie te malutkie. Kociaki wyzwalają w nas tak obfite pokłady instynktów rodzicielskich, że można by nimi obdzielić kilka osób!

Nic dziwnego: patrząc na te puchate kulki, które nieporadnie próbują udawać wielkie i groźne tygrysy – syndrom rozczulenia sięga zenitu. Stosunkowo duże główki i małe tułowia, a do tego duże oczy i małe noski przywodzą na myśl ludzkie dzieci. Te wszystkie bodźce wyzwalają instynkty opiekuńcze nie tylko u kobiet. I jeszcze oksytocyna (hormon miłości i przywiązania), która bez umiaru wydziela się podczas kontaktów z ukochanym zwierzakiem… Co więcej, w przypadku kotów nie chodzi tylko o wygląd!

Manipulacja w kocim wydaniu

Dorosłe koty w procesie domestykacji nauczyły się patrzeć i mówić do nas jak małe dzieci. Badacze już dawno odkryli, że częstotliwość miauczenia kota, który o coś prosi swojego opiekuna, wynosi 220-520 Hz, czyli niewiele mniej niż częstotliwość płaczu niemowlęcia (300-600 Hz).

Chociaż znając koty, proszeniem byśmy tego nie nazywali. Raczej… przemyślaną manipulacją! Któż by bowiem nie uległ takiemu biednemu kotkowi, który tak smutno miauczy. Za kocim sukcesem stoi wyjątkowa tonacja miauczenia, składająca się z wysokich tonów w różnej proporcji pomieszanych z pomrukami o niskiej tonacji. W efekcie koci płacz jest tak rozpaczliwy, że chyba nikt nie pozostaje na niego obojętny. I w dodatku patrzy na nas tymi swoimi wielkimi ślepiami… No nie ma szans, by czegokolwiek odmówić, czyż nie?

„Fur baby” jako futrzana odmiana Kindchenschema

Ponad 50 lat temu austriacki biolog Konrad Lorenz nadał specjalną nazwę naszemu zachowaniu w stosunku do małych i uroczych istot – Kindchenschema (w wolnym tłumaczeniu to „dziecięcy schemat”). A „fur baby” to w tłumaczeniu zwierzak, który z powodu swojej wyjątkowej urokliwości traktowany jest przez człowieka jak dziecko. Czyż nie o to chodziło Lorenzowi?

Antropomorfizacja kotów

W XXI wieku zwierzęta często „zastępują” ludziom dzieci. Późne rodzicielstwo, samotność w wielkich metropoliach – to dlatego termin „fur baby” staje się coraz popularniejszy. To szukanie przyjaciela, pocieszyciela, towarzysza w zwierzakach.

Mieszkające z nami koty traktowane są jak członkowie rodziny. I dobrze, bo tak właśnie jest! Choć należymy do osobnych gatunków, to jesteśmy w stanie stworzyć zgrane stadko. Należy jednak pamiętać, że wszelkie praktyki antropomorfizujące koty są zazwyczaj dla samych kotów szkodliwe. Dlaczego? Dlatego, że potrzeby kotów są zupełnie inne niż nasze, ludzkie. Traktując kota jak małego człowieka – mimo dobrych chęci – możemy mu po prostu zaszkodzić.

Autor: Nikoletta Parchimowicz