Jak to jest mieć kota? Prawdziwe historie z życia kociarza

fot. Shutterstock

Czasami wystarczy jedno zdarzenie, by zmienić podejście do kotów - jak to było w przypadku Adama - czy wyciągnąć odpowiednie wnioski, jak zrobił to Łukasz.

Ten artykuł subskrybenci newslettera Koty.pl mogli przeczytać już miesiąc wcześniej. Też miej wcześniejszy dostęp do treści! Zapisz się: www.koty.pl/newsletter.

Do czego zdolny jest kot? To wie każdy, kto z nim mieszka lub przez większość dnia sprawuje nad zwierzęciem opiekę. Cóż, tak jak i my, tak i koty bywają różne. Jedne lubią płatać figle, inne zaś są wymagające lub, jak w przypadku kota Adama, opiekuńcze – choć na takie nie wyglądają. Ile kotów, tyle historii, ile kociarzy – tyle opowiadań. Wszystkie koty na pewno są wyjątkowe. Poznaj ich historie.

Karolina

Mimo że byłam wtedy na studiach, to wciąż regularnie przyjeżdżałam do mojego rodzinnego miasteczka. Bywałam tak często, że nawet zakumplowałam się tam z pewnym dostojnym osobnikiem, który ostatecznie został moim pełnoetatowym towarzyszem.  

Szłam z dworca z walizką, a on stał na środku parkingu, akurat na mojej trasie. Jestem dość roztrzepaną osobą, więc nawet go wcześniej nie zauważyłam. Dopiero w ostatniej chwili odskoczyłam, a on się nawet nie ruszył – tak wyglądało moje pierwsze spotkanie z buraskiem. Po mniej więcej dwóch tygodniach było kolejne – tym razem jednak wybiegł mi naprzeciw i zaczął się ocierać, a nawet kawałek odprowadził mnie do domu. Sytuacja powtarzała się przy każdym kolejnym spotkaniu. Zaczęliśmy spędzać ze sobą coraz więcej czasu – ja do niego mówiłam, a on mi odpowiadał. Po drugim spotkaniu z kotem pamiętałam już, by w kieszeni mieć dla niego przygotowany jakiś pyszny kąsek. Zrobiłam małe dochodzenie i sprawdziłam, czy kot do kogoś należy. Okazało się, że nie. Pewnego dnia poszedł za mną aż do mieszkania i tak został. Jesteśmy razem do dziś.  

Łukasz

Kilka lat temu przeprowadziłem się z żoną i pięcioletnią wówczas córką z mieszkania do domu. Ten, kto ma dom, wie, że to niekończąca się robota. Akurat byliśmy w trakcie remontu jeszcze jednego pomieszczenia. Remont całkowicie nas wykończył, dlatego postanowiliśmy odpocząć i wyjechać na weekend. Kotem pod naszą nieobecność miała zająć się sąsiadka.  

Dzień po naszym wyjeździe zadzwoniła i powiedziała, że nigdzie nie może znaleźć kota. Z racji tego, że to ukochany pupil, tego samego dnia wróciliśmy do domu. Szukaliśmy wszędzie, nigdzie go nie było. Kot nawet się nie odezwał, kiedy go wołaliśmy. Nagle mnie olśniło – zapomniałem zabrać drabinę, która prowadziła wprost do kratki wentylacyjnej. Skoro kot nie reagował na nasze wołania, w głowie miałem same najgorsze scenariusze. W międzyczasie zastanawiałem się, jak wytłumaczę pięciolatce i żonie, że kota już nie ma – przeze mnie. I wtedy z szybu wentylacyjnego wyłonił się przybrudzony biały pyszczek Poli, która najpierw cicho ziewnęła, a następnie miauknęła z nutką pretensji w głosie. Od tamtego zdarzenia przed każdym wyjazdem zawsze wszystko dokładnie sprawdzam.

Marianna

Jakieś trzy lata temu zostałam wolontariuszką w schronisku dla kotów. Nie jest to łatwa praca, ale ma zdecydowanie więcej zalet niż wad – przynajmniej dla mnie. Choć muszę przyznać, że ciężko patrzy się na te kocie bidy i wszystkie chciałoby się zaadoptować, nawet te mniej przymilne. Czy mam jakąś historię? Oj, mam ich wiele. Ale szczególnie zapamiętałam jedną.  

To były moje pierwsze dni w schronisku. Dopiero wszystkiego się uczyłam i szło mi znacznie wolniej niż pozostałym wolontariuszom. Było już dość późno – oprócz mnie był jeszcze jeden wolontariusz, ale w tzw. bawialni. Z tego, co pamiętam, zostało mi do posprzątania kilka kocich klatek, w tym jedna na najwyższym piętrze. Zaczęłam sprzątać od tej górnej, w której mieszkał czteromiesięczny kociak Buniek, a potem pochyliłam się, aby wyczyścić kuwetę z dolnego rzędu. Nagle na plecach poczułam pazurki. Okazało się, że Buniek wskoczył na moje plecy. Nie mogłam go z nich ściągnąć – wykręcałam rękę i próbowałam go zgonić, ale kociak chyba bał się zeskoczyć. Dodatkowo miał już zwichniętą łapkę, więc starałam się nie ruszać, aby go nie przestraszyć. I tak zastygłam pochylona na około 15 minut! Dopóki nie przyszedł wolontariusz i nas nie uratował. A co na to Buniek? Okazało się, że smacznie sobie spał na moich plecach…

Adam

Zawsze byłem z tych, co to do kotów podchodzą ambiwalentnie. Pewne wydarzenie z przeszłości całkowicie odmieniło moje nastawienie do tych zwierząt. Wcześniej Gustaw po prostu sobie był. Nigdy specjalnie nie zwracałem na niego uwagi. Zajmowali się nim rodzice i czasami moja młodsza siostra – to w sumie na jej prośby pojawił się w domu kot. Ale do rzeczy.  

Jako nastolatek uwielbiałem jeździć na snowboardzie. Często też wyjeżdżałem na obozy snowboardowe. Z jednego takiego zimowiska wróciłem z połamanymi nogami. Jedna była totalnie roztrzaskana. Musiałem przejść przez dwie operacje i jak się można domyślić, byłem przykuty do łóżka na kilka miesięcy. Gustaw zawsze większość czasu spędzał na dworze – niezależnie od tego, czy była wiosna, lato, jesień, czy zima. Niekiedy przychodził jedynie na żarcie. Kiedy tak leżałem w tym łóżku, on nagle przestał wychodzić. Każdego dnia czuwał cicho obok mnie… Do czasu, aż nie wstałem z łóżka. Chociaż później wróciliśmy do wcześniejszego porządku i udawaliśmy, że się nie znamy, to muszę przyznać, że mnie to wzruszyło – a miałem się za twardziela. Dziś sam w domu mam trzy koty.

zdjęcie główne: Shutterstock

Autor: Magdalena Olesińska
Array
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments