Przycinanie uszu kotom – po co się to robi?


Zauważyłeś, że niektóre bezpańskie koty mają ubytki w okolicach małżowiny? To nie przypadek.

Czy zastanawiało cię kiedyś, dlaczego niektóre koty mają przycięte lub nacięte uszy? Takiego naznaczonego mruczka najczęściej można spotkać w schronisku bądź przechadzającego się po dworze. Przycinanie uszu kotom jest szeroko stosowaną praktyką. Lecz po co właściwie się to robi? Spieszymy z odpowiedzią.

Po co przycina się kotom uszy?

Nacięte albo przycięte ucho raczej nie dodaje mruczkowi uroku. Przycinanie uszu kotom nie ma jednak służyć upiększaniu tych zwierząt. Pełni inną funkcję. Zabieg ma na celu oznaczenie bezpańskich zwierząt, które zostały poddane zabiegowi kastracji bądź sterylizacji. Wielu miłośników zwierząt jest temu przeciwnych. Nie brak opinii, że takie praktyki są wbrew Ustawie o ochronie zwierząt i po prostu niehumanitarne.

Inne metody znakowania – nie tak skuteczne?

Jednak lekarze tłumaczą, że żadna inna metoda: chipowanie, kolczykowanie, tatuowanie, czy nakładanie specjalnej obroży – nie jest dla dzikiego kota całkowicie bezpieczna, ani widoczna od razu. Tatuaż może wyblaknąć po kilku latach, poza tym trzeba złapać kota, aby go zidentyfikować. Zwłaszcza jeśli jest to czarny kot albo mruczek, który ma brudne lub zaświerzbione uszy. Chipy są drogie – schroniska, czy fundacje rzadko na nie stać. Co więcej, do ich odczytania potrzebny jest czytnik, który działa tylko z bardzo bliskiej odległości. Oznacza to, że żeby zidentyfikować mruczka, trzeba go najpierw złapać.

O ile w przypadku kocurów jest łatwiej, bo często wzrokowo można stwierdzić, czy zwierzak jest po kastracji, o tyle u kotek bywa, że blizna po kilku latach całkowicie zarasta i dopiero po rozcięciu skóry lekarz orientuje się, że narządy rozrodcze zostały usunięte. Jeśli nie widać śladu po bliźnie albo jest on zlokalizowany w niestandardowym miejscu, na przykład z boku, weterynarz nie ma możliwości stwierdzić, czy ktoś przeprowadził wcześniej kastrację. A przecież po takim zabiegu kot potrzebuje czasu na rekonwalescencję, czasem mogą również pojawić się komplikacje.

fot. Shutterstock

Czy przycinanie uszu kotom jest bolesne?

Obcinanie, a raczej przycinanie uszu kotom w celu oznaczenia wykastrowanych osobników nie wpływa w żaden sposób na funkcjonowanie zwierzęcia. Rana goi się błyskawicznie i jest zdecydowanie mniejszym złem aniżeli ponowne wyłapywanie i, często niepotrzebne, podawanie narkozy. Ustawa wspomina o zakazie bezcelowego okaleczania zwierząt – tymczasem przycinanie uszu nie ma na kota negatywnego wpływu, poza tym robi się to dla jego dobra.

Do przycięcia uszu dochodzi przy okazji zabiegu kastracji, a więc pod całkowitą narkozą. Zwierzę nie czuje bólu. Obcina się sam koniuszek, zazwyczaj lewego ucha – 3 milimetry na płasko (linie proste rzadko występują w naturze, rany po bójkach mają zazwyczaj szarpany charakter – z tego powodu odchodzi się od wycinania trójkątów), a jeśli z boku, to po jednym milimetrze. W miejscu nacięcia ucho kota jest bardzo słabo unerwione. To bardzo minimalny uszczerbek. W zamian kot dostaje gwarancję, że żaden inny weterynarz „nie otworzy go” po raz kolejny w celu kastracji. Dzięki takiemu trwałemu zaznaczeniu wiadomo, że nie trzeba go już wyłapywać, co dla wolno żyjącego mruczka jest dużym stresem.

fot. Shutterstock

Ta metoda budzi sporo kontrowersji, prawda jest jednak taka, że nie ma innego, równie prostego i bardziej skutecznego sposobu znakowania niż przycinanie uszu kotom. Ten proceder praktykuje się też w innych krajach Unii Europejskiej. Przycięcie jest bezbolesne, przeprowadzane zawsze w narkozie lub znieczuleniu, nie wpływa na zdrowie kota i pozwala nawet z dużej odległości ocenić, czy kot jest po kastracji.

Przycięcie ucha pozwoli kotu także w upragnionym spokoju żyć na wolności. Dostrzegalny na pierwszy rzut oka znak chroni przed ponownym złapaniem i niepotrzebną procedurą medyczną.

Autor: Nikoletta Parchimowicz