Ma kota na punkcie kota – wywiad z Filipem Bobkiem


O kocie Rocco, który pożerał ładowarki, a dziś uwielbia jeść rukolę i dużo gada, opowiada popularny aktor Filip Bobek.

Wywiad z magazynu „Mój Pies i Kot” nr 2(11)/2016. Z Filipem Bobkiem rozmawia Paulina Król.

Filip Bobek długo nie miał własnego zwierzaka. Podczas kręcenia serialu „Prosto w serce” zwierzył się kolegom z planu, że bardzo brakuje mu zwierzaka i coraz częściej myśli o wzięciu psa. Wszyscy zdecydowanie odradzali mu taki pomysł. Przypominali, że pies potrzebuje kontaktu z człowiekiem, wyprowadzania na spacery i na pewno będzie nieszczęśliwy, skoro jego pan nieustannie wyjeżdża. Przekonywali, że lepiej zdecydować się na kota, z którym dużo łatwiej ułożyć sobie życie. Jak to, on, psiarz, ma mieć kota? Wydawało mu się to wtedy absurdalne. Minęło parę miesięcy i któregoś dnia zadzwonił do niego kumpel z Radzymina. Miał w szopie pręgowane kociaki. Koty pręgowane, o nietypowym umaszczeniu, zawsze podobały się aktorowi. Zapadła szybka decyzja i wieczorem wybrany kociak, rudo-biały „przekładaniec”, siedział już na siedzeniu samochodu i jechał do domu. Aktor i jego najlepszy na świecie kot, jak o nim mówi, są razem już cztery lata.

A więc trudno było panu się zdecydować na kota?

Zanim podjąłem tę decyzję, zrobiłem tzw. wywiad środowiskowy wśród znajomych oraz osobistą ankietę: za i przeciw – kot czy pies. Oczywiście wyszło mi, że kot. Nie musi wychodzić na spacery i łatwiej zorganizować opiekę nad nim podczas wyjazdów. Jednak w domu rodzinnym zawsze były owczarki niemieckie i takiego zwierzaka miałem w głowie. Najbardziej obawiałem się rozczarowania, że z kotem nie uda mi się nawiązać takiej więzi jak z psem. Teraz już wiem, że relacje z kotem buduje się o wiele dłużej, że wymaga to cierpliwości i zrozumienia. Jeśli z psem ustali się jakieś reguły, to łatwiej je egzekwować, a kot albo coś zrobi, czego od niego oczekujemy, albo nie.

Jak poradził pan sobie wtedy z nową rolą niani pięciotygodniowego kociaka?

Do każdej roli aktorskiej przygotowuję się bardzo starannie. Nie wyobrażałem sobie, żeby było inaczej w przypadku tej „roli”. Znajomi zaopatrzyli mnie w odpowiednią lekturę, dzięki temu wiedziałem, jak karmić kota łyżką i co można mu podać, a co jest zabronione. Zresztą wcześniej przez trzy miesiące mieszkała u mnie prześliczna, ale charakterna, jak celnie ją określiła Ania Mucha, kotka mojej mamy Lola, i dzięki niej nauczyłem się, jak postępować z kotami.

Jednak charakter psiarza dał o sobie znać w wychowaniu Rocco…

Postanowiłem, że wychowam Rocco jak psa, chociaż każdy kot to indywidualista. Chciałem, aby nasze relacje były partnerskie, bez sztywnych ram, które by go ograniczały. Nauczyłem go przychodzenia do nogi na gwizdanie. Brałem kawałek szynki, pokazywałem mu i odchodziłem pomału, potem gwizdałem i kiedy przyszedł, dawałem mu szynkę. Rocco reaguje na swoje imię, przybiega na dźwięk domofonu, lubi aportować. Jak pies. Gdy wychodzę, musi być uprzedzony, kiedy wrócę. Jeśli zdarzy mi się przyjść po imprezie nad ranem, zawsze daje mi odczuć, jak coś takiego mogłem mu zrobić. Na zgodę dostaje jakiś przysmak albo się z nim pobawię i wtedy łaskawie mi wybacza. Jednak na słowa, że wychodzę, reaguje inaczej niż pies, który zwykle robi smutną, ale pełną zrozumienia minę. Rocco słucha tych słów i robi minę typu: Wychodzisz? To uważaj, ja ci teraz pokażę, na co mnie stać! Dużo z nim rozmawiam i może dlatego on świetnie rozumie, czy jestem zadowolony z jego zachowania, czy jestem naprawdę zły. Gdy mnie wita, szczególnie po dłuższej nieobecności, też dużo do mnie gada w swoim kocim języku.

Czy obecność Rocco coś zmieniła w pana zwyczajach?

Kot uczy cierpliwości. Dziś już wiem, co można zostawić na wierzchu, a co musi być pochowane, bo koty są z natury bardzo ciekawskie. Rocco ma na swoim koncie zniszczenie około 40 ładowarek do telefonów. Dziwnie patrzył na mnie sprzedawca, kiedy w jednym tygodniu kupowałem ich kilka. Zrozumiałem też, że przykrywanie jedzenia talerzem nie ma sensu. Dla kota to nie jest żadna przeszkoda. Rozniesiony po całym domu chleb nie był najgorszy, ale kawałki łososia były już znacznie mniej przyjemne. Mam też sporo ciemnych ubrań, a Rocco gubi tony rudej sierści. I na nic wyczesywanie, specjalne odżywki. Liczba zużytych w moim domu rolek do czyszczenia mogłaby trafić do księgi rekordów.

Filip Bobek karmi kota
fot. Celestyna Król

Koty lubią spać w łóżku, a pan kiedyś nie tolerował nawet okruszka w pościeli.

Nawet jeśli zasypiam bez kota, to z kotem się obudzę. Rocco musi czuć bliskość człowieka. Zawsze kładzie się przy głowie, nigdy w nogach. Nie mam pojęcia, jak on to robi, ale zajmuje w nocy moją poduszkę. Czasem uda mi się ją odzyskać, ale i tak za chwilę budzę się na samym materacu, nierzadko z Rocco wtulonym w zagłębieniu mojego ramienia. I choćby ręka mi ścierpła, nigdy go nie zrzucę. Zdarza mu się też nagle wskoczyć na mnie w środku nocy, jeszcze się przeciągnie, ziewnie. Potem trudno jest zasnąć, ale każdy, kto ma kota, nie potrafi się na to złościć. Rocco jest zawsze numerem jeden. A pościel po prostu bardzo często zmieniam.

Jak pan sobie radzi z alergią?

Po dwóch latach posiadania kota dowiedziałem się, że mam na niego uczulenie. Po głaskaniu bolą mnie oczy, gdy je przetrę, no i kicham. Katar mam właściwie non stop. Ale da się z tym żyć. Myję często ręce, wietrzę mieszkanie, kupiłem oczyszczacz powietrza. Ze znajomymi wymieniamy się opieką nad kotami, ale więcej niż dwa pod jednym dachem zbyt nasilają moje objawy.

Kociarze to gadżeciarze. Czy kupuje pan gadżety z motywem kota?

Nie. Lubię czasem kupić nową zabawkę, ale i tak Rocco najbardziej mnie rozśmiesza, kiedy goni jakiś cień lub blik światła. Można kotu kupić milion zabawek, a on wybierze papierek albo upatrzy sobie jakiś skobelek i przez kilka miesięcy bawi się tylko tym. To raczej mój kot idzie z duchem czasu. Ma ulubioną aplikację na iPhonie – miauczące koty i ćwierkające ptaki, które jak szalony goni. Na iPadzie ekscytują go czerwone i białe kropki przesuwające się po czarnym ekranie. Jego ulubionym miejscem do spania w ciągu dnia jest dekoder. A w nocy „używa” pilota od telewizora – znienacka na niego następuje i stawia mnie na równe nogi.

Kota trudno byłoby przestawić na wegetarianizm, ale Rocco ma ciekawy gust kulinarny.

To, że przepada za sushi, a na odgłos otwierania opakowania z mięsem wyrasta w kuchni jak spod ziemi, to nic nadzwyczajnego. Ale on rozsmakowuje się w zieleninie: szpinaku, rukoli i roszponce. Chodzimy też razem na kawę, tzn. ja piję americanę, a Rocco latte bez kawy. Nie lubi pić wody z miski postawionej przy jedzeniu. Najchętniej wypija ją z brudnego garnka, jak tylko go zaleję, żeby się odmoczył. Towarzyszy mi także przy braniu prysznica i wylizuje wodę po mojej kąpieli.

Filip Bobek z kotem na ramieniu
fot. Celestyna Król

Bardzo kocha pan swojego kota. A czy nie tęskni pan już za psem?

Mam dużo czułości i cierpliwości dla kota, jednak nie przestałem być psiarzem. Zacząłem już myśleć o wzięciu jakiegoś psa ze schroniska, żeby Rocco, który lubi inne zwierzęta, miał towarzystwo. Nie będzie to owczarek niemiecki, raczej mały piesek dostosowany do moich warunków mieszkaniowych. Ale kto wie, jaki pies mnie urzeknie…

Czyli trochę z pana psiarz, a trochę kociarz?

Chyba jestem za „młodym” kociarzem, żeby powiedzieć o sobie, że jestem nim w stu procentach. Ja po prostu kocham zwierzęta, psy i koty tak samo.

Filip Bobek – przystojny i utalentowany aktor, popularność zyskał dzięki rolom w serialach „BrzydUla”, „Prosto w serce”, „Przyjaciółki” i „Singielka”.

Autor: Paulina Król